czwartek, 9 września 2021

Zamki na piasku

Zamki na piasku

 ☀ Morza szum, ptaków śpiew

Złota plaża pośród drzew
Wszystko to w letnie dni
Przypomina...
...wiele mi... ☂

Leżąc tak na tej złotej plaży myślałam, jak dużo wydarzyło się w ciągu zaledwie 3 ostatnich miesięcy. Sukces gonił sukces. Wygrana w konkursie Lady D., nagrany fajny reportaż z fajną ekipą, profesjonalna, kobieca, sensualna sesja zdjęciowa, no i - najważniejsze - obrona pracy dyplomowej na 5 i otrzymanie tytułu psychologa biznesu.
Wszystko to wiązało się w mniejszym lub większym stopniu ze stresem i wysiłkiem psychicznym i/lub fizycznym.
Może się wydawać, że wiele rzeczy przychodzi mi łatwo, ale to nieprawda :)
Żeby cokolwiek osiągnąć, nawet głupie wakacje, trzeba się starać.

Po moich trzymiesięcznych staraniach starałam się odpocząć słuchając morza i wiatru. Starałam się nie myśleć o trudnościach, problemach i o tym, co będzie dalej.
Dwutygodniowy wyjazd nad morze, bardzo daleko od domu dał mi wytchnienie psychiczne, choć fizycznie nie było łatwo. Notoryczne uzależnienie od innych też nie pomaga w oderwaniu, poczuciu wolności, choćby psychicznej.

🌄 Mimo tego cieszyłam się zasłużonymi wakacjami!
Odwiedziłam rodzinę w Koszalinie, pojechałam do Ustki i Darłowa. I choć Dąbki, w których mieszkałam, są dobrym miasteczkiem wypoczynkowym i zdrowotnym, to stwierdziłam, że jednak jestem typowym mieszczuchem i na urlop muszę wybierać duże miasta, żeby przez 2 tygodnie mieć odmianę: chaos, zabawę, atrakcje. Musi się dziać! Musi tętnić życiem.
Generalnie żyję na co dzień w ciszy i spokoju, do tego jestem przyzwyczajona i tego chcę, ale wakacje, to czas przewrotu wszystkiego, co ma miejsce przez cały rok.

Jadłam ulubionego halibuta, wreszcie CHRUPIĄCE gofry, grzebałam ręką w piachu i OSTATNIEGO dnia spaliłam się na mulatkę!
Pogoda dopisała, choć i tak wiecznie było mi zimno :)
Poznałam 67-letniego pana i jego żonę, jeżdżącego na skuterku inwalidzkim, emerytowanego górnika, który ostatniego dnia przed swoim wyjazdem zagadał do mnie na plaży: "Widziałem jak któregoś dnia byłaś w szpilkach... Ładne masz nogi..." - Facet zawsze pozostanie facetem :)

🌅 Sporo się śmiałam, rozmawiałam z ludźmi, wymieniałam się ukłonami z już kojarzonymi niektórymi osobami. Piłam wino, "tańczyłam" w rytm wakacyjnej muzyki. Cieszyłam się chwilą i nie przejmowałam niezadowoleniem pana serwisanta mojego respiratora na widok piachu w bebechach :)

Tak minęły 2 słoneczne tygodnie urlopu.
Zapamiętam to ciepło od ludzi, radość, spokój, śmiech, piękne widoki wzburzonego morza i zachodzącego słońca. ☺
Tylko to się liczy.
Wszystko inne, to zamki na piasku.















poniedziałek, 23 sierpnia 2021

Znowu jestem w TV!

Znowu jestem w TV!
Skąd biorę siłę, gdy wszystko wali się na głowę?
Co według mnie oznacza „nie poddawać się”?
Czy respirator pomaga mi w oddychaniu od zawsze? Na czym dokładnie polega moja choroba? Czy jest lek na nią? 
Na swoim blogu podkreślam, że 10 lat temu urodziłam się na nowo. Na czym polegała ta przemiana? 
Skończyłam psychologię na AHE w Łodzi. Dlaczego wybrałam akurat ten kierunek, tę uczelnię? 
"Jesteś jak dobry anioł pełen pozytywnej energii. W swojej książce „Aczkolwiek – kocham życie”, opisujesz swoje doświadczenia i życie. Pokazujesz jak być wytrwałą, nie myśleć tylko o sobie, jak kochać i jak pozostać sobą. Co spowodowało, że zapragnęłaś ją napisać?" 
"Kiedy spojrzy się na Ciebie to promieniuje z Ciebie prawdziwa dama. Zadbana, umalowana, pięknie ubrana. Czym dla Ciebie jest kobiecość?" 

Na te pytania odpowiedziałam w chyba najlepszym do tej pory, według mnie, wywiadzie i reportażu realizowanym przez kreuje.pl Pytania niebanalne, nie dotykające wyłącznie niepełnosprawności, ani techniki pisania przeze mnie książki. Nie było nudno i sztampowo. Naprawdę już ziewam, gdy kolejny raz słyszę: "Jak to jest spotkać się z trzema papieżami?", "Jakie są pani marzenia?" itp. 

Pytania, które padły od ekipy pochodzącej z uczelni, której jestem absolwentką - i na której to uczelni byłam jakoś znana dzięki ekipie Arterion Studio - w większości dotyczyły mojego... świata wewnętrznego :) I uważam, że pisząc książki o czymkolwiek - ba! - zajmując się czymkolwiek, to właśnie jest najciekawsze. Wejście do czyjejś głowy, poznanie sposobu konstruowania myśli, ich selekcja, nadawanie myślom priorytetów. 

Nagranie trwało 3 godziny, a reportaż zajmuje niecałe 20 minut - nie da się zmieścić wszystkiego, co się działo i według mnie padło kilka bardzo ciekawych pytań i odpowiedzi, których tutaj nie możemy usłyszeć, jak na przykład "Czy spotykasz się z krytyką wobec swojej osoby? Twoje blogowe wpisy, a także książka ogromnie motywują mnóstwo ludzi. Jak to jest być wzorem dla wielu osób? Nie obce są Ci podróże, przeleciałaś balonem, jeździsz na nartach z respiratorem, opalasz się na plaży i słuchasz śpiewu ptaków w parku, byłaś w kilku związkach, masz rodzinę i przyjaciół. W jaki sposób czerpiesz przyjemność z życia. Co jest dla Ciebie najważniejsze?" 

Jednak na nie jeszcze przyjdzie czas, a tymczasem zapraszam do obejrzenia bardzo wartościowego, myślę, reportażu, wykonanego w profesjonalny sposób. 

Całej ekipie dziękuję za wesołą, luźną i przyjazną atmosferę, śmiechy i prywatne rozmowy :) A Wam drogie Panie, Justyna Stanik-Rybak i Justyna Domagała, za udział w filmie i w moim życiu :) Bez Was nie byłoby tego dopełnienia, wydźwięku i koloru. 











poniedziałek, 19 lipca 2021

Obroniłam tytuł psychologa biznesu!

 Obroniłam tytuł psychologa biznesu!

 Spełniłam marzenie, które postawiłam sobie w wieku 19 lat.

Będzie dosyć długo, ale jeśli macie ochotę, dotrwajcie do końca. Myślę, że w świecie złożonym z wielu dziwnych, małych światów jest to jakoś istotne.
* * *
Można myśleć, że to tylko licencjat. Że tak wiele ludzi to robi. Że tylko formalność. Nic nie znaczący papierek. Że studia nie są lub nie muszą być potrzebne. Że to pikuś. Nie trzeba być orłem, by w dzisiejszych czasach otrzymać wykształcenie wyższe.
I to wszystko prawda.
Ale ja pierwszy raz w życiu nie dewaluuję swojego osiągnięcia. Wiem, jak wiele trudu, zawiedzionych nadziei, kolejnych podejmowanych prób, determinacji i rozgoryczenia mnie to kosztowało.
Do 3 razy sztuka?
Nie. Do tylu, na ile masz siłę.
Ja próbowałam 5 razy.
1. Tuż po maturze okazało się, że bariery architektoniczne na ówczesnej Politechnice Radomskiej są nie do pokonania, pomimo kilkakrotnego upewniania się i ustalania z władzami uczelni.
2. Następnie więc spróbowałam na Collegium Nauczycielskim Języków Obcych, gdzie dostosowanie było w pełni, jednak czynnik ludzki zawiódł. Koleżanka, z którą się przyjaźniłyśmy przez 3 lata chodząc do jednej klasy w liceum, na studiach znalazła nowe towarzystwo i omijała mnie szerokim łukiem. Nie pomagała w wyjęciu książek z plecaka, zbiegała szybko po schodach, żeby tylko nie wcisnąć mi guzika do windy. Zostawałam na górze, w cichym, ciemnym korytarzu czekając, aż ktoś będzie przechodził i ze mną zjedzie.
Do domu wracałam zmiażdżona psychicznie.
3. Później wypadła tracheotomia. Rok wyjęty z życiorysu. Następny, to walka o wolę życia, a dopiero w kolejnym pomyślałam, że może by znów spróbować. Wyższa Szkoła Handlowa miała wszystko, czego trzeba. Budynek bez barier, fajni ludzie, a nawet inicjatywy, by dać mi uczelnianego asystenta, który będzie siedział za mnie na wykładach i sporządzał notatki. Wszystko było dopięte na ostatni guzik, papiery złożone, dostałam się z wystarczającą liczbą punktów na dziennikarstwo. Okazało się, że ze względu na brak kadry nie mogą otworzyć kierunku.
4. Po kilku latach od przebytej frustracji znów spróbowałam na Uniwersytecie Humanistyczno-Ekonomicznym w Radomiu. Wszystko niby dogadane, wyjaśniona sytuacja i potrzeba studiowania online. Jednak uczelnia nie miała doświadczenia z tak wymagającą studentką i nie potrafiła wypracować sposobu nauczania. Nie przysyłali materiałów do nauki, na egzamin musiałam nauczyć się sama, zdobywając materiały, o egzaminach byłam informowana tego samego dnia, w którym miał się odbyć, mailowo... Nie dało się tak studiować, a już na pewno pisać pracę i się bronić. Mimo, że na filologii angielskiej przebrnęłam przez 3 lata męki i nerwów.
5. I wreszcie tu, w Łodzi, na Akademii Humanistyczno-Ekonomicznej, mogłam studiować online psychologię.
Ciężki kierunek, bardzo dużo nauki, projektów do wykonania. Jednak wykładowcy, poza jednym wyjątkiem, przemili, pomocni, życzliwi. Z semestru na semestr wszystko szło bez większych problemów technicznych, logistycznych. Pracowaliśmy indywidualnie i grupowo nad projektami z kolegami i koleżankami. Trzymaliśmy się razem, pomagaliśmy sobie nie znając się osobiście. Wzajemnie się dopingowaliśmy, wymienialiśmy informacjami, wspieraliśmy.
Aż doszliśmy do końca.
Przyszedł dzień obrony, od którego od jakiegoś czasu uzależniałam wszystko.
"Zajmę się tym po obronie", "Pomyślę po obronie", "Zdecyduję, jak się obronię". Ten temat zajmował tak wiele mojej energii i nerwów, że nie mogłam skupić się na niczym innym, stres był tak duży, dlatego, że po tylu latach powstała presja i niedowierzanie, że to się w końcu ziści. No i ambicja nie zostałaby nakarmiona, gdybym dostała mniej, niż 5...
A poza tym mnóstwo materiału do nauki, losowanie pytań i niepewność, czy odpowiem wystarczająco, pomimo pewności, że wszystko umiem.
Ze względu na Covid mieliśmy wybór, czy zdawać online, czy stacjonarnie. Przez 3 lata nigdy nie pojawiłam się na swojej uczelni (a mimo tego na uczelni byłam już znana z pewnych względów, o których wkrótce...), ponieważ dla mnie było to logistycznie i fizycznie bardzo trudne, by pojechać na zjazd i przez 3 dni siedzieć na wykładach od rana do wieczora. Egzaminy również zdawałam online. Czasem na naszej specjalnej platformie, czasem przez kamerę z wizją i fonią. I tak, jeden raz, jednocześnie pisząc na ekranie i mówiąc zdawałam na drugim roku egzamin na leżąco i w takiej pozycji widział mnie mój wykładowca dr Andrzej Zbonikowski, który później był recenzentem mojej pracy dyplomowej...
Ze względu na te trudności było oczywiste, że będę się bronić online, skoro jest taka możliwość. Jednak nie dawało mi spokoju to, że w tak ważnym dniu pozostanę cicho w domu, bez jednego, jedynego spotkania z moją promotor i bez tych wszystkich emocji, rozmowy na żywo z komisją, bez widoku murów uczelni, na której spełniam wieloletnie marzenie.
Mama i przyjaciółka namówiły mnie - i za to dziękuję! - mocno cisnąć i przełamując tysiąc moich obaw - byśmy pojechały.
Po 3 latach studiowania zjawiłam się na mojej uczelni, poszłam do Dziekanatu, do którego tak wiele razy dzwoniłam z różnymi sprawami. Wreszcie stanęłam pod drzwiami pokoju, w którym miałam dopełnić 12 lat prób.
Gdy Doktor Joanna Paul-Kańska, najlepszy promotor, jakiego mogłam sobie wymarzyć, otworzyła drzwi i z uśmiechem oraz spokojnym luzem zaprosiła mnie do środka słowami: "Pani Joanno, oddychamy, spokojnie, wszystko będzie super" - weszłam do przytulnego pokoju, nie bardzo wiedząc co się dzieje. Stanęłam przed przewodniczącą komisji i dr Zbonikowskim, który ciepłym, subtelnym uśmiechem przywitał mnie mówiąc: "Wreszcie mamy okazję poznać się na żywo...".
Zamykając za mną drzwi, doktor Paul-Kańska rzuciła do osób, które ze mną przyjechały: "Będzie dobrze, pani Joanna jest bardzo zdolna". Uśmiechy komisji nie schodziły z twarzy, a ja stojąc do nich przodem nie wiedziałam, gdzie patrzeć ☺ Czułam, że cieszą się, iż tu stoję.
Pani przewodnicząca poinformowała mnie, że najpierw nastąpi chwila formalności, odczytała coś, na co miałam wyrazić zgodę - jednak nie pamiętam, co to było... ☺ W końcu przeszliśmy do losowania pytań. Musiałam odpowiedzieć na 4 i tak też zrobiłam, ale w trakcie padały pytania dodatkowe głównie od dr Zbonikowskiego, który przez wszystkie moje wypowiedzi delikatnie potakiwał głową potwierdzając, co mówię i zachęcając do kontynuacji.
W końcu przeszliśmy do omawiania mojej pracy, promotor stwierdziła, że temat jest bardzo ważny, a praca przydatna społecznie, doktor zasugerował, że temat mogę pogłębić na magisterce... ☺
Siłą rzeczy, odnosząc się do pracy, rozmawialiśmy o mnie, o mojej działalności. Doktor Paul-Kańska chwaliła mnie do reszty komisji, mówiła o mojej książce, blogu. Atmosfera była taka, jakby spotkało się grono znajomych po dłuższym czasie.
Wreszcie pani przewodnicząca powiedziała oczywistym tonem, że ona więcej pytań nie ma, jakbym wyczerpała wszystko, co trzeba było. Pani promotor poinformowała, że po 3 osobach, czyli po mnie, odbędzie się krótka narada, po której zaproszą całą trójkę i oznajmią werdykt.
Otworzyła mi drzwi, puściła z uśmiechem oko do moich towarzyszy, a ja wyszłam na korytarz mając ochotę krzyczeć z radości ☺
Dokonało się. To był koniec. Tyle stresu, trudu, lat prób, nauki, wysiłku... Odnalazło swój sens.
Na korytarzu, czekając na wyniki, opowiadałam kolegom, którzy mieli zdawać po mnie, jak było, jak to wygląda. Z kolegą z innej specjalizacji stwierdziliśmy, że psychologia, to tak specyficzny kierunek, iż muszą tu być specyficzni ludzie, zarówno po stronie wykładowców, jak i studentów. Inni, empatyczni, wyczuleni.
Wreszcie otworzyły się drzwi i doktor Paul-Kańska wyczytała chronologicznie trzy nazwiska zapraszając do środka.
- I pani Joanna Czapla... ocena bardzo dobra! Pani Joanno, gratulujemy wyników, jest pani jedyną studentką, która wszystko oddawała terminowo. Proszę czasem do mnie napisać o swoich kolejnych sukcesach. 🏆
W tym pokoju było tak wiele uśmiechów i sympatii po obydwu stronach, że czystą przyjemnością było tam stać i słuchać o sobie tyle pięknych słów z ust doktorów.
Wyszliśmy wszyscy śmiejąc się i skacząc - ja w swojej głowie ☺
Po chwili opanowania wróciłam do pokoju, by poprosić moją promotor na korytarz.
W podziękowaniu za prowadzenie, życzliwość i szacunek dałam swoją książkę z dedykacją. Pani Doktor mnie objęła mówiąc, że to jeden z najlepszych prezentów jakie dostała i że sama o tym myślała, że chciałaby książkę ode mnie.
Zdradziła, iż opowiada o takiej swojej studentce ludziom, którzy nie są tak bardzo chorzy, jak ja, a mimo tego nie potrafią zająć się swoim życiem.
Przynajmniej 2 razy powiedziała, że jest ze mnie dumna, a dla mnie to najważniejsze słowa...
Na koniec natomiast padło coś, co mnie emocjonalnie rozwaliło: "Proszę się troszczyć o pani rozwój naukowy" ☺
Nie da się opisać radości jaką czułam. Czuję. W tym momencie, gdy to piszę, jestem szczęśliwa. A to naprawdę rzadkie uczucie ☺
3 godziny drogi do domu banan nie schodził mi z ust. Po obronie przyjaciółka dała mi niespodziewany prezent, a w domu czekały kwiaty od przyjaciela.
Poszliśmy do restauracji, zjadłam homara ☺ i wypiłam drinka, pierwszy raz od dawna.
* * *
Dzisiaj odpoczywam. Czuję się bardzo zmęczona. Emocjami i kumulacją stresu.
Zbieram siły na kolejne dni świętowania.
Cudownie jest czuć luz, brak obowiązków, wstać rano i NIE MUSIEĆ. Uczyć się, spinać, organizować czas, robić projekty, zadania.
Ale najwspanialej jest czuć spełnienie ☺
Byłam jedyną studentką na tej uczelni, która oddycha za pomocą respiratora i nie rusza żadną częścią ciała, oprócz języka 😉
Jeżeli mnie się udało, z tak licznymi ograniczeniami i trudnościami, to pomyśl, co możesz Ty...
Mnie osobiście zapiera dech w piersi, gdy pomyślę, jak bardzo można wykorzystać swoje istnienie tutaj będąc choć trochę sprawniejszym. 💪
Tak naprawdę możesz wszystko, jeśli tylko bardzo chcesz. Jestem żywym dowodem.
* * *
A teraz WAKACJE!
Niedługo wyjeżdżam na 2 tygodnie nad morze, by nabrać świeżości umysłu, dać odpocząć mięśniom ręki i skumulować energię do rozpoczęcia w październiku studiów magisterskich! :)





sobota, 26 czerwca 2021

Otrzymałam tytuł "Lady D. Mazowsza"!

Otrzymałam tytuł "Lady D. Mazowsza"!

 Do konkursu Lady D. im. Krystyny Bochenek, organizowanego przez Mazowieckie Centrum Polityki Społecznej i mającego na celu zauważenie, docenienie oraz promowanie kobiet z niepełnosprawnością, które w jakiś sposób działają w społeczeństwie, swoim życiem zmieniają świat, tworzą coś swojego, robią coś pożytecznego - zostałam zgłoszona przez znajomych dziennikarzy.

Początkowo zamysł był taki, żeby mnie o tym nie informować i w tajemnicy wysłać moją kandydaturę, jednak bzdurne RODO ciągle psuje fajną zabawę i musiałam wyrazić zgodę potwierdzoną podpisem.
W ciągu ponad pół roku od zgłoszenia zdążyłam o tym zapomnieć, a gdy niedawno sobie przypomniałam i próbowałam przewrócić Internety do góry nogami w celu odnalezienia jakiejkolwiek zajawki o konkursie, jakichś przecieków dotyczących sposobu głosowania, zgłoszonych kandydatek, ewentualnych nagród... okazywało się, że tajemnica jest strzeżona jak UFO przez amerykańskie służby CIA.
Myślę więc sobie - jakiś pic na wodę. Nie jest nagłośnione, więc pewnie sprawa ucichła, a w ogóle to jakoś to wszystko dziwne.
Aż tu nagle dostaję maila z zaproszeniem na galę konkursu niedaleko Warszawy.
Myślę sobie - jeszcze dziwniejsze. Nie było żadnego głosowania, albo ja po prostu nie zostałam o tym poinformowana, bo to nie ja siebie zgłaszałam. Może komuś coś umknęło, w każdym razie nie mam tam po co jechać.
Poza tym gala w środku tygodnia, w środku dnia... zapewne będzie to jakaś popierdółka.
No, ale jednak coś mi nie daje spokoju. Dzwonię do organizatorów, pytam jak odbywało się głosowanie... Okazuje się, że w skład komisji weszło 12 osób, różnych przedstawicieli różnych instytucji...
Hm, no biję się z myślami. Tak strasznie mi nie pasuje tam jechać, organizować cały dzień... Ale jeśli jednak dostanę jakieś tam wyróżnienie i moje nazwisko zostanie wyczytane, to trochę lipa, gdy mnie nie będzie.
Nie potrafiąc podjąć decyzji napisałam maila prosząc o info, czy jest sens, że mam prawie 2 godziny drogi, że muszę brać urlop ja i osoba mi towarzysząca... Dostałam odpowiedź: "Jest sens ☺".
W swojej skromności i pokorze 😊 wcale nie zrozumiałam tego jednoznacznie. Powodów dla "sensu" mogło być kilka.
pomyślałam, że JAKBY i JEŚLI, to będę bardzo żałować.
Pojechałam.
Na miejscu okazało się, że gala jest organizowana w malowniczych ogrodach Pałacyku, a reprezentują ją na ponadprzeciętnie profesjonalnym poziomie dziennikarz @Michał Figurski, przedstawiciele Rządu oraz dyrektorzy MCPS. Kamery, fotoreporterzy i flesze rejestrowały każdy ruch, bufet serwował różnorodne przekąski, a rozrywki dostarczył koncert zespołu Three Of Us.
Radom królował pośród całego województwa Mazowieckiego. W każdej kategorii występowała przynajmniej jedna kobieta z mojego miasta, a w większości było ich kilka.
Konkurs składał się z sześciu kategorii. W każdej z nich wyłaniana była jedna laureatka. Ja, jako jedyna, byłam nominowana w aż dwóch kategoriach - "Życie społeczne" oraz "Kultura i sztuka", a moje nazwisko zostało odczytane jako laureatki w tej ostatniej.
Byłam szczerze zaskoczona, wręcz zszokowana. Spodziewałam się najwyżej wyróżnienia, a nie wygranej.
Odbierałam stos nagród, podawałam rękę (a w zasadzie dotykano mi ręki ☺ ) kilku ważnym ludziom z uśmiechem, który nie chciał mi zejść z ust ☺
Od razu po gali Magdalena Gliszczyńska z Radio Plus Radom zrobiła ze mną wywiad live telefonicznie na antenę, który można odsłuchać tutaj: https://radioplus.com.pl/.../56019-joanna-czapla-z...
Wciąż jestem w amoku rozmów, gratulacji i radości, ale najbardziej cieszę się z tego, że obraz niepełnosprawności zaczyna się transformować i że cała reszta wspaniałych kobiet, które wraz ze mną były kandydatami do tego prestiżowego konkursu pokazują siebie, nie chowają się w domu, zmieniają świat i przyczyniają do kreowania obrazu nowoczesnego społeczeństwa zdolnego do integracji.

niedziela, 13 czerwca 2021

Katorulez

Katorulez

 "Dzień święty święcić" †

Uuu, i właśnie mi odpadło z 80% followersów. 

Bo przecież tematy religijne są faux pas i passé.

Chociaż ja myślę, że mój temat będzie raczej socjologiczno-psychologiczno-religijny. 

Więc piszę, dla pozostałych 20% :

Jest liczna - zbyt liczna, jak na możliwości klimatyczne ziemskiego globu - grupa tzw. "katolików", którzy drą szaty (i nie tylko) wołając, że sklepy w niedzielę powinny być zamknięte i basta!

"Bo Bóg powiedział <<dzień święty święcić>>!".

Nie byłoby w tym nic zdrożnego, gdyby nie buńczuczny ton i zaczepne: "nie?". I czekanie z lubością, aż rozmówca (wrzucony w tę rolę bez własnej woli) odważy się odpowiedzieć: nie. 

O, wtedy wylewa się woda na płyn oazowicza (nie znającego tajemnic różnica, o ironio). 

Następuje kaskada argumentów - wypowiadanych nerwowym tonem - że niedziela, to dzień święty. Bóg sześć dni pracował, a siódmego odpoczywał, więc tak nakazał! Na marginesie - metafory, symbolika zawarte w Piśmie Świętym i umiejętność ich rozczytania, to nie mocne strony ministranta. 

Ale to, że nie daje pola na normalną rozmowę poprzez swój hermetyczny umysł, to jeszcze nic. Różni ludzie, różne charaktery. W duchu chrześcijańskiej wiary należy wybaczyć. 

Jednak gorzej, że za chwilę katolik - święcąc swój święty dzień - wszczyna awanturę, doprowadza do łez, oskarża ludzi używając pojęć, których znaczeń nie rozumie, bo z Mensą ma wspólnego tyle, co ja ze spawaniem. Wyciąga absurdalne wnioski, rzuca nimi w ludzi. Obgaduje, ocenia, wyśmiewa. Sam nie ma ambicji, idzie po linii najmniejszego oporu, nie potrafi myśleć rozsądnie i odpowiedzialnie, a uwielbia wytykać błędy innych. Niszczy w pozostałych Ducha Bożego tego dnia i  chęć do zaspokojenia wyższych potrzeb. 

Ale grunt, że nie poszedł w niedzielę do sklepu. 

Co zatem znaczy "Dzień święty święcić"?

Myślę, że jeśli ten sam katolik poszedłby w niedzielę do sklepu, ale oprócz tego okazałby serce, ciepło, czułość i zwyczajną męską mądrość życiową swojej rodzinie, to by oddał hołd swojemu Bogu.

Jeśli by dał poczucie bezpieczeństwa żonie, wykazał się rozsądkiem, cierpliwością i modlitwą, to mógłby wypełnić cały wózek sklepowy po brzegi, a Bóg byłby z niego dumny. 

Jeśli nie byłby Piotrusiem Panem, ale sumiennym, konsekwentnym i zaradnym mężczyzną, to zapewniając godne życie innym stałby się pełnowartościowym katolikiem. 

Pragnę przy tym zaznaczyć, że nie jestem upoważniona ani instytucjonalnie, ani moralnie do moralizowania kogokolwiek. Ponadto wciąż śmiem się nazywać katoliczką, a więc tym postem pluję we własne gniazdo. Ale czasem trzeba zburzyć stare, zdewociałe, spruchniałe, kruszące się fundamenty, żeby zbudować coś trwałego, silnego, prawdziwego. 

Jest też granica mojej tolerancji hipokryzji, której przekroczenie skutkuje wylaniem się wieloletnich spostrzeżeń na wirtualną kartkę cyberprzestrzeni. 

No, ale kto jest bez grzechu niech pierwszy rzuci kamień. 

PS. Pisząc ten post przez chwilę miałam nadzieję, że może trafi do jakiegoś katolika, który przez swoje starcze myślenie niewłaściwie pojmował wiarę, Boga, religię. Że może przeczyta i "się nawróci"! Że może chociaż jeden na 100 czytających coś zrozumie. Jednak, jeśli ktoś prawie 60 lat miał zapakowany mózg w gruby, szary, PRL-owski papier zaścianka, biblijnej dosłowności i lenia w kierunku samorozwoju, to trudno mu będzie go rozerwać i otworzyć umysł. 

Niech więc przynajmniej pożytkiem w tę niedzielę będzie gest solidarności z osobami z Zespołem Downa, które niejednokrotnie mają w sobie więcej życzliwości, empatii i dobra w sercu, niż miliony samozwańczych katolików. 

#DzieńSolidarnościZzespołemDowna #koloroweskarpetki #życzliwość #empatia #dobro #wiara #Bóg #katolicy #hipokryzja #katorulez #DzieńŚwiętyŚwięcić #bądźdobry



środa, 9 czerwca 2021

Jeśli działa, to się staraj.

Jeśli działa, to się staraj.

 Dzisiaj jest Dzień Przyjaciela.

A w każdym małym, indywidualnym świecie tyle zawodów, rozczarowań, rozstań, pożegnań.
Zawiedzionych nadziei, niespełnionych oczekiwań, porzuconych wspólnych planów.
Zmian w relacjach.
Tyle rozjechania, zobojętnienia, zaniedbania.
"Brak czasu", którego nie można nie mieć, bo czas jest w czasoprzestrzeni. Brak nas w priorytetach innych, które przecież kiedyś były. Koniec tego, co wydawało się być na zawsze, silne, kiedy świat nasz na zakręcie.
Brak słów, które nie są porozumiewawczą, komfortową, "naszą" ciszą.
Jednak wszystko cichnie.
Zastyga powietrze.
Gasną wspomnienia.
Czas wszystko zmienia.
Zostają po nas tylko te walczące z kurzem zdjęcia.
Gdy kończą się wieloletnie przyjaźnie, jestem tym bardziej wdzięczna za tę. Nową, niedługą, niespodziewaną, a już zaakcentowaną.
Właśnie tego dnia zrobiłyśmy sobie powrót do dzieciństwa. Kopałyśmy w ziemi, zostawiając w niej znak naszej przyjaźni, który pozostanie tam być może już na zawsze.
Justyna przygotowała się do przedsięwzięcia profesjonalnie. Ja... jak widać 🙈
Tak sobie myślę i apeluję również do mojego serca - dbajmy o to, co przez tyle lat dobrze prosperowało.



poniedziałek, 22 marca 2021

JESTEM WYSTARCZAJĄCA

JESTEM WYSTARCZAJĄCA

🔥"Za każdym sukcesem mężczyzny stoi jakaś kobieta".

A ja uważam, że kobieta sama w sobie jest sukcesem ☺ I wiele sukcesów osiąga.

Rozmawiając ostatnio o roli kobiety z mądrymi i dojrzałymi mężczyznami (tylko z takimi rozmawiam 😏), dowiedziałam się, że oni sami uważają, iż rolą każdej kobiety, niezależnie od różnicy wieku, statusu społecznego, matrymonialnego i stanu zdrowia jest kształtowanie mężczyzny. Bez względu na to, czy jest nim mąż, syn, brat, ksiądz, czy przyjaciel. Kobieta ma naturalne kompetencje i predyspozycje, aby pomóc mężczyźnie zbudować jego tożsamość, odkryć, ukształtować kim on jest. Co więcej, ci mężczyźni tego oczekują od swoich znajomych kobiet i za to są im wdzięczni.

 💃Tymczasem, my kobiety, tak bardzo chcemy grać ważną rolę w męskim świecie, że się zapędzamy w walce. Gubimy własną tożsamość. Chcemy DORÓWNAĆ, być takie same, mierzyć się, pocić i krzyczeć. Kobiece cechy uważamy za słabość i je odrzucamy. Następnie zdarza się, że chcemy nadrobić ten czas i przesadnie wyrażamy swoją kobiecość. Jest więc mocny makijaż, kuse ubrania, odważne zdjęcia. Ślepy zaułek.

 Aż przychodzi - tego życzę - taki czas, kiedy czujemy i rozumiemy w końcu, że jesteśmy wystarczająco dobrą wersją samej siebie - nawet, jeśli jesteśmy kobietami z silnymi niepełnosprawnościami ruchowymi - i nie potrzebujemy tych wszystkich dodatków. Ani męskiego stylu zachowania, ani wyuzdania, ani feminizmów językowych.👸

👗Jednak czasem same potrzebujemy pomocy w odnalezieniu tożsamości. Tego, co w nas najpiękniejsze, najbardziej subtelne i wyjątkowe.

Wszystkie kobiety na którymś etapie życia mają trudność z odnalezieniem w sobie tej właściwej kobiecości, jednak kobiety z niepełnosprawnością mają trudniej w dwójnasób.👄

Społeczeństwo, tworzy swoje kanony kobiecości, niezupełnie bez przyczyny. Trudno myśleć o osobie, która wymaga opieki takiej samej, jakiej potrzebuje niemowlak - nakarmienia, wzięcia na ręce, przeniesienia, umycia, wysadzenia - że jest w pełni kobietą.

👠Chociaż na moim osiedlu, czy w mieście już wszyscy przyzwyczaili się do moich szpilek, hybrydy na paznokciach, nóg w rajstopach, a nie dresach i rudej koloryzacji włosów, to w obcym miejscu wciąż spotykam się z zachwytami nad tym, że po prostu dobrze wyglądam. Czy Wy, zdrowe koleżanki, też doświadczacie pełnych podziwu spojrzeń na widok Waszych pomalowanych rzęs? Oczywiście ma to swoje plusy, bo gdy założę spódniczkę i kozaki na wysokich obcasach, to większą uwagę przykuwają moje nogi, niż wózek. Ale skąd się to bierze? Z prostego stereotypu, że niepełnosprawna kobieta myśli tylko o tym, którą cześć ciała będzie jutro ćwiczyć na rehabilitacji? I bynajmniej mięśnie Kegla nie są tu brane pod uwagę... Że jedyną rzeczą godną uwagi dla takiej kobiety jest wybór odpowiednio szerokiego i wygodnego dresu?

🌹Jednak to, co znajduje się w ludzkich głowach nie jest najgorsze, bo to jesteśmy w stanie zmienić, jeśli... we własnej głowie wszystko jest w porządku. A trudno jest poukładać na pułkach, gdy masz słabe ręce. Nie możesz zrobić nimi makijażu, uczesać tak, jak masz życzenie. Zakręcić koka, którego widziałaś u koleżanki. Zrobić na paznokciach dokładnie takie wzorki, jakie pokazywali na YouTube. Gdy zawsze towarzyszy ci rodzic. Nawet, gdy masz 30 lat. Trudno jest czuć się chociażby zwyczajnym, dorosłym człowiekiem, kiedy ktoś musi cię nakarmić i pomóc skorzystać z toalety. Co dopiero mówić o kobiecości.

Trudno umówić się na randkę, bo co będziesz na niej robić? Uczyć faceta jak ma włożyć ci... widelec do buzi, żebyś nie została upokarzająco wypaprana?  Oczywiście, taki dylemat będziesz miała dopiero wtedy, gdy w ogóle zaproponuje ci randkę, bo przecież kobiet na wózku z zasady nie traktuje się jak kobiet na nogach. Mimo, że nogi masz.🌸

Ale, czy przeszkodą w tym wszystkim naprawdę jest niepełnosprawność, czy sposób myślenia o niepełnosprawności? Zastanawiając się, co w takim razie mogę powiedzieć w Dniu Wszystkich Kobiet, zadałam sobie pytanie, czym jest kobiecość?

🌻Im jestem starsza, tym bardziej zauważam, że kobiecość ma mniej wspólnego z wyglądem, a więcej z osobowością i stylem bycia. Nie neguję zupełnie znaczenia wyglądu, ponieważ przez wygląd rozumiem też podstawowe przejawy dbałości o siebie. Mój wygląd jest dla mnie ważny. Lubię dobrze wyglądać. W końcu to atrybut kobiecości. To my mamy poczucie estetyki większe, niż panowie. Natomiast  kobiecość nie jest dla mnie czymś, co zależy tylko i wyłącznie od makijażu i ubioru. A już na pewno nie od ubioru, który odpowiednio odsłania to i tamto. Kobieta, która jest pewna własnej siły, wiedzy i wartości, nie zwraca na siebie uwagi zbyt kusym strojem, a jednocześnie zawsze jest znacznie bardziej kobieca, niż jej koleżanka w sukience długości czapki. Dlaczego? Bo ma inną broń. Przede wszystkim charakter, inteligencję, sposób bycia, wiarę w siebie (niesamowicie kobieca cecha), wiedzę, swobodę w rozmowie. Jeśli podkreśla swoją kobiecość strojem, to robi to subtelnie, adekwatnym do sytuacji makijażem, koronkowym wykończeniem bluzki, intrygującymi perfumami. Często też robi to głosem, świadomością swojego ciała i sposobem poruszania się.

👑Jednego razu w szczere zdumienie i onieśmielenie wprawił mnie przyjaciel, obok którego przejeżdżałam wolno na wózku elektrycznym i mijając go nie spuszczałam z niego lekko zaczepnego wzorku pełnego udawanego oburzenia, a gdy skończyłam swoją demonstrację mruknął cicho, lekko się uśmiechając: "jak ty się sexy poruszasz...". Zawsze myślałam, że na takiej kolumbrynie niemożliwe są seksowne ruchy!

Jak widać, trzeba być mądrym mężczyzną, żeby dostrzec w kobiecie nie zawsze oczywistą kobiecość.

💖Kochane koleżanki na wózku, drogie zdrowe panie, mądrzy mężczyźni - kobiecość, to coś znacznie bardziej eterycznego i ulotnego, niż to co widzimy oraz to, co możemy fizycznie wykonać.

Uświadamiajmy sobie, że

W PROSTOCIE I GŁĘBOKIEJ WIERZE W TO, KIM JESTEM I CO CHCĘ ROBIĆ W ŻYCIU, JEST NAJWIĘKSZA PRAWDA I SIŁA KOBIECOŚCI.

#IAMENOUGH

JESTEM WYSTARCZAJĄCA

#8march #dzieńkobiet #womensday #disabledwoman #wheelchairgirl #polishgirl #leżyjaknależy #zima #park #naławeczce  #śnieg #winter #myworld #mylife #SMA #spinalmuscularatrophy #kobiety #Radom #radomianka #highheels #SiłaJestKobietą 💪




Copyright © ACZkolwiek - kocham życie! , Blogger