środa, 9 czerwca 2021

Jeśli działa, to się staraj.

Jeśli działa, to się staraj.

 Dzisiaj jest Dzień Przyjaciela.

A w każdym małym, indywidualnym świecie tyle zawodów, rozczarowań, rozstań, pożegnań.
Zawiedzionych nadziei, niespełnionych oczekiwań, porzuconych wspólnych planów.
Zmian w relacjach.
Tyle rozjechania, zobojętnienia, zaniedbania.
"Brak czasu", którego nie można nie mieć, bo czas jest w czasoprzestrzeni. Brak nas w priorytetach innych, które przecież kiedyś były. Koniec tego, co wydawało się być na zawsze, silne, kiedy świat nasz na zakręcie.
Brak słów, które nie są porozumiewawczą, komfortową, "naszą" ciszą.
Jednak wszystko cichnie.
Zastyga powietrze.
Gasną wspomnienia.
Czas wszystko zmienia.
Zostają po nas tylko te walczące z kurzem zdjęcia.
Gdy kończą się wieloletnie przyjaźnie, jestem tym bardziej wdzięczna za tę. Nową, niedługą, niespodziewaną, a już zaakcentowaną.
Właśnie tego dnia zrobiłyśmy sobie powrót do dzieciństwa. Kopałyśmy w ziemi, zostawiając w niej znak naszej przyjaźni, który pozostanie tam być może już na zawsze.
Justyna przygotowała się do przedsięwzięcia profesjonalnie. Ja... jak widać 🙈
Tak sobie myślę i apeluję również do mojego serca - dbajmy o to, co przez tyle lat dobrze prosperowało.



poniedziałek, 22 marca 2021

JESTEM WYSTARCZAJĄCA

JESTEM WYSTARCZAJĄCA

🔥"Za każdym sukcesem mężczyzny stoi jakaś kobieta".

A ja uważam, że kobieta sama w sobie jest sukcesem ☺ I wiele sukcesów osiąga.

Rozmawiając ostatnio o roli kobiety z mądrymi i dojrzałymi mężczyznami (tylko z takimi rozmawiam 😏), dowiedziałam się, że oni sami uważają, iż rolą każdej kobiety, niezależnie od różnicy wieku, statusu społecznego, matrymonialnego i stanu zdrowia jest kształtowanie mężczyzny. Bez względu na to, czy jest nim mąż, syn, brat, ksiądz, czy przyjaciel. Kobieta ma naturalne kompetencje i predyspozycje, aby pomóc mężczyźnie zbudować jego tożsamość, odkryć, ukształtować kim on jest. Co więcej, ci mężczyźni tego oczekują od swoich znajomych kobiet i za to są im wdzięczni.

 💃Tymczasem, my kobiety, tak bardzo chcemy grać ważną rolę w męskim świecie, że się zapędzamy w walce. Gubimy własną tożsamość. Chcemy DORÓWNAĆ, być takie same, mierzyć się, pocić i krzyczeć. Kobiece cechy uważamy za słabość i je odrzucamy. Następnie zdarza się, że chcemy nadrobić ten czas i przesadnie wyrażamy swoją kobiecość. Jest więc mocny makijaż, kuse ubrania, odważne zdjęcia. Ślepy zaułek.

 Aż przychodzi - tego życzę - taki czas, kiedy czujemy i rozumiemy w końcu, że jesteśmy wystarczająco dobrą wersją samej siebie - nawet, jeśli jesteśmy kobietami z silnymi niepełnosprawnościami ruchowymi - i nie potrzebujemy tych wszystkich dodatków. Ani męskiego stylu zachowania, ani wyuzdania, ani feminizmów językowych.👸

👗Jednak czasem same potrzebujemy pomocy w odnalezieniu tożsamości. Tego, co w nas najpiękniejsze, najbardziej subtelne i wyjątkowe.

Wszystkie kobiety na którymś etapie życia mają trudność z odnalezieniem w sobie tej właściwej kobiecości, jednak kobiety z niepełnosprawnością mają trudniej w dwójnasób.👄

Społeczeństwo, tworzy swoje kanony kobiecości, niezupełnie bez przyczyny. Trudno myśleć o osobie, która wymaga opieki takiej samej, jakiej potrzebuje niemowlak - nakarmienia, wzięcia na ręce, przeniesienia, umycia, wysadzenia - że jest w pełni kobietą.

👠Chociaż na moim osiedlu, czy w mieście już wszyscy przyzwyczaili się do moich szpilek, hybrydy na paznokciach, nóg w rajstopach, a nie dresach i rudej koloryzacji włosów, to w obcym miejscu wciąż spotykam się z zachwytami nad tym, że po prostu dobrze wyglądam. Czy Wy, zdrowe koleżanki, też doświadczacie pełnych podziwu spojrzeń na widok Waszych pomalowanych rzęs? Oczywiście ma to swoje plusy, bo gdy założę spódniczkę i kozaki na wysokich obcasach, to większą uwagę przykuwają moje nogi, niż wózek. Ale skąd się to bierze? Z prostego stereotypu, że niepełnosprawna kobieta myśli tylko o tym, którą cześć ciała będzie jutro ćwiczyć na rehabilitacji? I bynajmniej mięśnie Kegla nie są tu brane pod uwagę... Że jedyną rzeczą godną uwagi dla takiej kobiety jest wybór odpowiednio szerokiego i wygodnego dresu?

🌹Jednak to, co znajduje się w ludzkich głowach nie jest najgorsze, bo to jesteśmy w stanie zmienić, jeśli... we własnej głowie wszystko jest w porządku. A trudno jest poukładać na pułkach, gdy masz słabe ręce. Nie możesz zrobić nimi makijażu, uczesać tak, jak masz życzenie. Zakręcić koka, którego widziałaś u koleżanki. Zrobić na paznokciach dokładnie takie wzorki, jakie pokazywali na YouTube. Gdy zawsze towarzyszy ci rodzic. Nawet, gdy masz 30 lat. Trudno jest czuć się chociażby zwyczajnym, dorosłym człowiekiem, kiedy ktoś musi cię nakarmić i pomóc skorzystać z toalety. Co dopiero mówić o kobiecości.

Trudno umówić się na randkę, bo co będziesz na niej robić? Uczyć faceta jak ma włożyć ci... widelec do buzi, żebyś nie została upokarzająco wypaprana?  Oczywiście, taki dylemat będziesz miała dopiero wtedy, gdy w ogóle zaproponuje ci randkę, bo przecież kobiet na wózku z zasady nie traktuje się jak kobiet na nogach. Mimo, że nogi masz.🌸

Ale, czy przeszkodą w tym wszystkim naprawdę jest niepełnosprawność, czy sposób myślenia o niepełnosprawności? Zastanawiając się, co w takim razie mogę powiedzieć w Dniu Wszystkich Kobiet, zadałam sobie pytanie, czym jest kobiecość?

🌻Im jestem starsza, tym bardziej zauważam, że kobiecość ma mniej wspólnego z wyglądem, a więcej z osobowością i stylem bycia. Nie neguję zupełnie znaczenia wyglądu, ponieważ przez wygląd rozumiem też podstawowe przejawy dbałości o siebie. Mój wygląd jest dla mnie ważny. Lubię dobrze wyglądać. W końcu to atrybut kobiecości. To my mamy poczucie estetyki większe, niż panowie. Natomiast  kobiecość nie jest dla mnie czymś, co zależy tylko i wyłącznie od makijażu i ubioru. A już na pewno nie od ubioru, który odpowiednio odsłania to i tamto. Kobieta, która jest pewna własnej siły, wiedzy i wartości, nie zwraca na siebie uwagi zbyt kusym strojem, a jednocześnie zawsze jest znacznie bardziej kobieca, niż jej koleżanka w sukience długości czapki. Dlaczego? Bo ma inną broń. Przede wszystkim charakter, inteligencję, sposób bycia, wiarę w siebie (niesamowicie kobieca cecha), wiedzę, swobodę w rozmowie. Jeśli podkreśla swoją kobiecość strojem, to robi to subtelnie, adekwatnym do sytuacji makijażem, koronkowym wykończeniem bluzki, intrygującymi perfumami. Często też robi to głosem, świadomością swojego ciała i sposobem poruszania się.

👑Jednego razu w szczere zdumienie i onieśmielenie wprawił mnie przyjaciel, obok którego przejeżdżałam wolno na wózku elektrycznym i mijając go nie spuszczałam z niego lekko zaczepnego wzorku pełnego udawanego oburzenia, a gdy skończyłam swoją demonstrację mruknął cicho, lekko się uśmiechając: "jak ty się sexy poruszasz...". Zawsze myślałam, że na takiej kolumbrynie niemożliwe są seksowne ruchy!

Jak widać, trzeba być mądrym mężczyzną, żeby dostrzec w kobiecie nie zawsze oczywistą kobiecość.

💖Kochane koleżanki na wózku, drogie zdrowe panie, mądrzy mężczyźni - kobiecość, to coś znacznie bardziej eterycznego i ulotnego, niż to co widzimy oraz to, co możemy fizycznie wykonać.

Uświadamiajmy sobie, że

W PROSTOCIE I GŁĘBOKIEJ WIERZE W TO, KIM JESTEM I CO CHCĘ ROBIĆ W ŻYCIU, JEST NAJWIĘKSZA PRAWDA I SIŁA KOBIECOŚCI.

#IAMENOUGH

JESTEM WYSTARCZAJĄCA

#8march #dzieńkobiet #womensday #disabledwoman #wheelchairgirl #polishgirl #leżyjaknależy #zima #park #naławeczce  #śnieg #winter #myworld #mylife #SMA #spinalmuscularatrophy #kobiety #Radom #radomianka #highheels #SiłaJestKobietą 💪




wtorek, 16 marca 2021

Zachwiany kosmos

Zachwiany kosmos

 To jest właśnie ten czas, kiedy Asia przestaje błyszczeć siłą.

Dokładnie rok temu, w okolicy moich urodzin napisałam post, który w bolesny sposób opisał koniec jakiegoś ważnego dla mnie etapu, wydarzenia. Teraz, o ironio, po roku, znów muszę zrobić to samo. Znów nadchodzą zmiany, a ja nie mam na nie siły.
Najsmutniejsze, że post miał być o czymś innym. Bardzo pozytywnym, bo ku mojemu własnemu zdumieniu ostatnio mam sporo fajnego materiału do pisania.
Miał być bardzo wesoły, bo wczoraj zrobiłam coś, co sprawiło mi dużo radości. Ale gdy przez chwilę się czymś pocieszę, to natychmiast pojawia się ktoś lub coś, co miażdży radość.
Życie wciąż weryfikuje moje plany.
Okazuje się, że pomimo moich wielu starań, podejmowanych prób, nieustannej walki, wręcz heroizmu, pływaniu pod prąd i wbrew pierdyliarda trudności, pomimo nieustannej i męczącej determinacji - nie mam absolutnie żadnego wpływu na swoje życie.
Pół roku temu podjęłam współpracę z asystentką, do której dość mocno się przywiązałam. Chociaż totalnie różne, to charakterami w jakiś sposób bardzo podobne. Stopniowo przełamywałam swoje bariery i z jej dobrym nastawieniem pozwalałam na wykonywanie tych czynności, które dla mnie są trudne do psychicznego odblokowania. Ona dała mi poczucie bezpieczeństwa, którego potrzebowałam jak tlenu po katastrofie z Kubą rozłupującym mój spokój do nicości.
Potrzebowałam rutyny: w niedzielę jestem spokojna, że jutro przyjdzie o 8. Nie muszę o tym myśleć, upewniać się, dopytywać i ewentualnie NA JUŻ, w ogromnym strachu szukać kogoś, kto przyjdzie czuwać nad moim życiem.
Wiedziałam, że nie tylko zaspokoi moje potrzeby życiowe, ale że oprócz tego mogę po prostu POŻYĆ. Wiedziałam, że przez kolejnych 5 dni, od poniedziałku do piątku będę się z nią śmiać, gadać i że wspólnie będziemy planować kolejne moje akcje. Zapewniła mi komfort psychiczny. Nie musiałam 3 dni wcześniej planować każdej minuty życia, tylko dzięki niej mogłam żyć bardziej spontanicznie, jak każdy zdrowy człowiek. Mogłam umyć głowę na pół godziny przed niespodziewanym spotkaniem. Mogłam się przebrać w ciągu dnia, gdy jednocześnie miałam mieć i rehabilitację i jakieś wyjście, zamiast wybierania tylko jednej opcji dziennie.
Zaprosiła mnie do siebie na Sylwestra. Rozmawiałyśmy o prywatnych sprawach. Troszczyła się o mnie jak to się robi z bliską osobą. Nie traktowałyśmy się wyłącznie służbowo.
Czułam spokój i radość, że dzięki niej mogę sobie pozwolić na dużo więcej, niż leżenie, jedzenie i picie.
Była moimi nogami, rękami, ale też była czymś dużo więcej.
Było mi z nią dobrze. Przyjacielsko.
Miałam komu się zwierzyć, gdy nie miałam komu. Czułam w niej takie ludzkie wsparcie, ale nie tylko w słowach. Ona naprawdę była gotowa do działań i realizacji moich kosmicznych pomysłów.
Zaufałam jej totalnie. Czasem nawet ze zdziwieniem rozmawiałyśmy o tym, że to nie jest normalne i chyba nie powinno tak być. Miała bardzo duże pole do nadużyć.
Ale zaufałyśmy sobie nawzajem i to się sprawdziło.
Na lato miałyśmy już sporo pomysłów. Drinki w klubach, gdy już zniosą obostrzenia, leżenie na kocu w parku w upalny dzień. Moje wspólne spotkania autorskie. Miałam też swoje własne pomysły, o których jeszcze nie zdążyłam jej powiedzieć ☺
Nie wstydziłam się przy niej prawie niczego, a to jest zawsze mój Mont Everest. Swoim sposobem bycia mi pomagała.
Była moim oddechem. Spokojnym snem.
Z powodów osobistych Ania musi zakończyć pracę nie tylko u mnie, ale w ogóle.
A ja muszę kolejny raz pisać ogłoszenie, czekać, czy ktoś się zgłosi, rozmawiać przez telefon, umawiać się na pierwsze spotkania, dokonać wyboru, a później długo... długo... uczyć się, ufać i przyzwyczajać. Znieść strach i skrępowanie pierwszego dnia pracy nowej osoby. Przez 7 godzin być poddaną, zależną w swojej upokarzającej niesamodzielności.
Nie będę mogła tego dnia zapłakać z ulgą - bo trzeba będzie mi wytrzeć nos. Będę wolała się spiąć, wytrzymać i odpłakać po południu.
Przy Ani nie umiałam się powstrzymać. Zapłakałyśmy obie, ja to robię od dwóch dni.
Już teraz czuję napięcie całego ciała, ciśnienie w głowie, spocone ręce, blokadę w myśleniu. Ból głowy od płaczu. Uczucie gorączki. Telefon wyślizguje się z mokrej dłoni podczas pisania tego postu. Mój organizm zaczął się przygotowywać na walkę z jutrem. Myślałam, że niepewność o przyszłość odeszła razem z Kubą, a tymczasem wracają tak dobrze znane mi uczucia.
Za kilka miesięcy mam obronę pracy dyplomowej. Powinnam skupić się na nauce i ujarzmianiu stresu z tym związanego, a nie na myśleniu o tym, kto teraz mnie nakarmi, dotknie, komu znów będę musiała zaufać i się powierzyć. Z kilku fajnych rzeczy już zrezygnowałam, by skupić się tylko na walce z tym jednym stresem.
Po takich sytuacjach tracę zapał. Wszystko wydaje mi się bez sensu i bez znaczenia. Po co się trudzić i starać, gdy bez uprzedzenia przyjdzie coś, co zdewaluuje całą resztę. Może powinnam się skupić tylko na przetrwaniu do śmierci.
I wiem, że zaraz znów się podniosę. Zacznę szukać nowej asystentki lub asystenta, wezmę się w garść, podejmę działania z werwą, znajdę w sobie siłę. Bo muszę.
Bo życie wciąż się toczy, a ja muszę dopasować się do jego rytmu. Bo nie mam innego wyjścia. Bo nikt tego za mnie nie zrobi.
I gdy w końcu wszystko poukładam, znów zacznę wymyślać i próbować piąć się wyżej.
Do momentu, gdy ponownie zależność uderzy w twarz, pokonując bezwładne SMA.
I wiem, że przecież to nie jest koniec świata, nikt nie umarł, życie nadal będzie się toczyć. W ogóle ta najważniejsza osoba, dzięki której (lub przez którą 😏) żyję, wciąż jest i to jest duże pocieszenie. Bez niej nic.
Ale jednak jest to jakiś koniec. A ja jestem przeciążona i nie umiem go wziąć za początek.
Najbardziej boli, że znów tracę coś dla mnie ważnego.
Mówi się: "nie przejmuj się rzeczami, na które nie masz wpływu". Ale jeśli w którymś momencie orientujesz się, że wpływu nie masz nawet na to, kiedy opróżnisz pęcherz, nie mówiąc już o możliwości wyjazdu na wakacje, to w końcu wszystkie zawory puszczają.
Mi puściły i nie mam siły ich dokręcić.
W takiej wesołej atmosferze upłynęły moje urodziny, które nomen omen, wypadły w Środę Popielcową. Przypadek?
Zabawna odpowiedź z przymrużonym okiem powinna wybrzmieć dziarskim: "Nie sądzę!".
Ale życie nie jest ani tak przewidywalne, ani wesołe. Choć czasem takie bywa.
Tak, ta zbieżność dni to zupełny przypadek, ale ładnie się komponują, trzeba przyznać.
Chciałabym, żeby w moją codzienność wkomponował się ktoś, kto się zaczepi i zostanie zawzięcie.
Tymczasem idę ogarnąć sklejone rzęsy i biorę się za wprowadzenie kogoś nowego w swój mały, zachwiany kosmos.
A czy z Anią kiedyś jeszcze się spotkamy?
- Nie sądzę!



czwartek, 25 lutego 2021

Wesprzyj hart ducha Największej Masochistki Rehabilitacji

Wesprzyj hart ducha Największej Masochistki Rehabilitacji
"Możesz mocniej!"

Jak na filmiku - to najczęściej pojawiające się słowa podczas mojej rehabilitacji.

S: Asiu, nie boli cię?
A: Nie.
S: Mów jak będzie za mocno .
A: Nie ma czegoś takiego jak "za mocno"
S: No tak, zapomniałem, że to ty...

A: Ale tutaj to mógłbyś bardziej docisnąć.
S:.Wiem, że ty lubisz trochę pikanterii, ale tu masz żebra, nie mogę bardziej.

S: Poprawić ci rękę?
A: (z twarzą dociśniętą do podłoża ledwo wybełkotałam): nieee, dobrze jest.
S: Ty to jesteś dobra, paznokieć w oku: "jest git!" 😃

S: Boli?
A: Nie.
S: No tak, głupie pytanie... Wiem, że ty lubisz jak boli. 🙂

Nie, nie lubię bólu, ale lubię poczucie, że robimy wszystko na 100%. Przez 17 lat byłam przyzwyczajana do głaskania na rehabie, dlatego teraz choć czasem zaciskam zęby, jestem zmęczona, a nawet odkrywamy jednak we mnie księżniczkę, a nie cyborga i ku wesołemu zdziwieniu S. jęczę z bólu, to chcę robić tak, żeby mieć poczucie dobrze wykorzystanego czasu.

W tym celu pojechaliśmy z S. do Warszawy, do doktor fizjoterapii od SMA, żeby dobrała specjalnie pode mnie ćwiczenia, a S. mógł bezpośrednio uczyć się od niej.

Poza tym, gdy czasem on coś powie, albo weźmie mnie na ręce i udaje, że puszcza, albo gdy nabija się z mojej skamieniałości, to po jego wyjściu jeszcze z 10 minut się śmieje, nawet podczas odsysania, która to czynność należy do tych mniej przyjemnych w codzienności 🙂

Później się zastanawiam, czy jestem tak zmęczona od ćwiczeń, czy od śmiechu...

Dlatego, jeśli widzicie płaczące buźki podczas "morderczej'" rehabilitacji na zbiórkowych ogłoszeniach, to znaczy, że beneficjent powinien zmienić fizjoterapeutę! 😃

I choć pokazałam filmik z akurat najbardziej lajtowym ćwiczeniem, które się wydaje odpoczynkiem, to uwierzcie, że codziennie bywa hardcore'owo. S. zgrzany, spocony, kontuzjowany, ja dysząca ze zmaltretowaną twarzą, gdy muszę leżeć prawie na brzuchu, zaciśniętymi szczekami, gardłem, brakiem możliwości przełknięcia śliny i wydania głosu i wbijającą się w szyję rurką.

I tak jest fajnie!

Bo to wszystko po to, by kiedyś, w końcu, stać się choć odrobinę bardziej samodzielną.

Jeśli więc chcielibyście temu procesowi dopomóc, to ponownie nieśmiało proszę o przekazanie mi 1% Waszego podatku dochodowego - to nie kosztuje zupełnie nic! 🙂

KRS: 0000270809
cel szczegółowy: Czapla, 773

Lub, jeśli ktoś ma życzenie, to również można wpłacić dowolną kwotę na konto:

Joanna Czapla
30 2490 1044 0000 4200 9017 2436
tytułem: "rehabilitacja".

A jeśli już komuś oddaliście 1%, to proszę o udostępnianie tego postu z filmikiem lub innych jednoprocentowych zdjęć. Może ktoś z Waszych znajomych jeszcze nie wypełniał PITu 🙂

Jestem wdzięczna i S., i Wam za zaangażowanie, wsparcie mentalne i pomoc.

A tymczasem, po cudownie udanej, psychologicznej sesji egzaminacyjnej i dużym stresie wracam z radością i ulgą do hardcore'owych dociskań! 😃




piątek, 12 lutego 2021

7 dawka mocy w oczku (2021)

7 dawka mocy w oczku (2021)
21 dzień 21 roku 21 wieku...
Czy to coś znaczy?
Same oczka...
Szczęście nadchodzi?
Dla kogoś na pewno ☺
Czekamy!
A tymczasem ja przyjęłam kolejną - siódmą (sic! 🍀) dawkę leku ☺





Jak widać na zdjęciu - przeorana, ale nie zdruzgotana ☺
Znów nie było łatwo, podanie trwało prawie godzinę, lekarze przejęci bardziej ode mnie moimi ewentualnymi "traumatycznymi wspomnieniami", a ja przy każdym kolejnym ukłuciu wbijałam się całą wątłą siłą w ławkę tomografu, by przetrwać i byłam wdzięczna całemu personelowi od najniższego do najwyższego szczebla za to, że swoim ciepłem, czułością, szacunkiem i żartami stłumili ból. 💜
PS. Chyba jestem bardzo wytrzymała, bo ani łez, ani krzyku, ani nawet pojękiwania. Odmówiłam zatroskanej doktor zlecenia środków przeciwbólowych, z lekkim zdziwieniem odpowiedziałam Mistrzowi SMAcznych Podań: "Ale nie było tak strasznie...", gdy tłumaczył się, że mu przykro z powodu takiego bólu...
Cóż, lata prób ogniowych 🔥💪☺




środa, 13 stycznia 2021

Pomożesz zaSMAkować życia? :)

Pomożesz zaSMAkować życia? :)

 Tak się bawimy! A nasze zabawy przybierają coraz ostrzejszą formę, bo walka toczy się o lepszej jakości życie.

Leczenie Nusinersenem + dobra rehabilitacja + Wasze wsparcie = SMAkowanie życia

Dlatego na początku kolejnego roku rozliczeniowego znów polecam się Waszej pamięci!

Dzięki Jednemu Procentowi Waszego podatku moje mięśnie będą rosły w siłę i być może kiedyś komuś z Was, moi Drodzy, będę mogła podziękować uściśnięciem ręki. 👊

Każde wsparcie jest dla mnie bardzo, bardzo ważne! 💖


Przekaż 1% podatku:

KRS: 0000270809

cel szczegółowy: Czapla, 773


Konto do wpłat:

Joanna Czapla

30 2490 1044 0000 4200 9017 2436 



sobota, 2 stycznia 2021

Wypełnij go tym, czego zabrakło w starym

Wypełnij go tym, czego zabrakło w starym
Wreszcie się skończył!!! 
Był tak dziwny, że bałam się, że wskoczy jeszcze jakiś 33 grudnia 😛
Jednak Nowy Rok 2021 (oczko) niesie nadzieję na uspokojenie i odpoczynek od otaczającego chaosu i niepewności.
Dziękując za wszystkie otrzymane życzenia na MSN i wszędzie indziej życzę nam umiejętnego kierowania swoimi pragnieniami i działaniami, byśmy za rok znaleźli się w tym miejscu, w którym chcemy być. Niech przeszłość będzie mądrością, a nie trudnością w drodze do lepszej przyszłości.
Niech miłość pielęgnuje nasze serca na przekór wszystkim wielkim ranom. 💜
Miejmy siłę i motywację świat zmieniać na lepsze! 👊👐💪
No, i przytulajmy się już bez strachu 😊

PS. Choinka w całości ozdobiona przez moją mamę i jej szydełko 😏 Ma się ten talent! 😍🙋🎄



sobota, 19 grudnia 2020

Wywiad do gazety - dorosłość w zależności. 95%-owej.

Wywiad do gazety - dorosłość w zależności. 95%-owej.

 "Jak to jest, kiedy cały czas musisz na kimś polegać, a jednocześnie masz pełną świadomość tego, co się wokół ciebie dzieje?"

A jak uważacie Wy? Czy będąc dorosłym, młodym człowiekiem zależnym od osób trzecich w 95% codzienności, lepiej jest zachować pełnię władz umysłowych, czy je utracić?

"Będąc dzieckiem, paradoksalnie byłam dużo silniejsza niż teraz."

Jako dziecko mogłam sama włóczyć się po dworze i wracać do domu w nocy, a jako dorosła wszędzie towarzyszy mi mama 🙂

Dlatego tak ważny i nie rozwinięty jest zawód asystenta w Polsce. Asystenta pełnowymiarowego. Który pomoże nie tylko w czynnościach pielęgnacyjnych, ale w zwykłym, NORMALNYM życiu młodej osoby. W pójściu na randkę, do kosmetyczki, w depilacji, zrobieniu makijażu, podaniu drinka w klubie, w opiece nad dzieckiem chorej matki i w spełnianiu się zawodowo. 

Więcej na te i inne tematy można przeczytać w wywiadzie ze mną - dostępnym już online 🙂https://www.przewodnik-katolicki.pl/Archiwum/2020/Przewodnik-Katolicki-46-2020/Spoleczenstwo/Krok-dalej-od-dziecinstwa?fbclid=IwAR2pFsI2lhlQMed_kB6I1sslkaKjYoIm0BOChSwonJdbZnmVrZ2-ACmyA5o

Wasze zdanie na jego temat mile widziane!

Nawet, jeśli samo zdanie nie musi takie być 🙂

#gazeta #wywiad #redhair #girl #fightgirl #green #blueeyes #wheelchairgirl #SMA #energygirl #tracheotomia #życienapełnejpetardzie #asystenci #niepełnosprawnościwdorosłości



niedziela, 29 listopada 2020

10 lat temu narodziłam się na nowo

10 lat temu narodziłam się na nowo

 Dokładnie 10 lat temu moje życie odwróciło się do góry nogami. To była totalna wywrotka. Spadek z K2, bez miękkiego lądowania. Pogrzebanie żywcem w ziemi.

Wpadłam w otchłań głębokiej depresji. Miałam myśli i próby samobójcze. Nie mogłam wydać z siebie głosu, a z głowy eksplodowały przekleństwa. Dzień nie różnił się od nocy.
Gdy wykonano zabieg tracheotomii wkładając rurkę tracheostomijną w dziurkę w szyi, to wraz z zabraniam mi głosu ucichł cały świat. Dźwięki były bezdźwięczne, a barwy pozbawione koloru. SMAk stał się nie słony, moje tęczówki przezroczyste.
Jedyną rozrywką były halucynacje hulające we wzroku i słuchu.
Wszystko straciło sens.
Miało nie być szaleństwa, podróży, adrenaliny, męskiej czułości. Zamiast tego jedzenie zmiksowanych zupek przez strzykawkę i leżenie w piżamie 24/d.
Przepadły w najczarniejszą toń: Nadzieja, wiara, miłość, słowo.
Jednak wtedy, gdy ja ukochałam słowa ordynatora niechętnego do uratowania mi życia: "Taka jest kolej rzeczy. Przy SMA osiągnęła limit życia" i postanowiłam w sobie, że pozwolę na samounicestwienie, w rozgrywkę wkroczyła moja mama robiąc wszystko, żebym odzyskała funkcje życiowe na tyle, na ile jest to możliwe.

Bardzo powoli, bardzo mozolnie, przy wykonywaniu tytanowej pracy dzień po dniu przybliżałam się o pół milimetra do siebie. Zbierałam się w garść. Nadzieja sklejała mnie w całość.
10 lat temu przeszłam absolutną metamorfozę, obejmującą prawie każdy aspekt mojego jestestwa.
Gdy odzyskałam mowę, a wraz z nią tlącą się iskierkę życia, spojrzałam z boku na wszystko, czego doświadczyłam i wtedy już wiedziałam, że nie mam nic do stracenia.
Obudziła się we mnie nowa, nieoczekiwana wola walki. Wyciśnięcia życia do cna. Zagrabienia, przywłaszczenia tego, co mogę jeszcze od niego uzyskać. Wyrwać mu to, po co wcześniej nie miałam odwagi sięgnąć.

Przy tak ekstremalnych i sprzecznych przeżyciach - śmierci psychicznej i odbicia się od dna - istnieje ryzyko, że euforia i nieokiełznana odwaga poprowadzą w niewłaściwym kierunku. Jednak wtedy pałeczkę przejęli ludzie, którzy dbali o to, aby moje myśli, serce i działania przynosiły pożytek mnie i innym.

Tak powstał blog otwierający drzwi do wielu znajomości oraz moja książka, której kanwą stało się tracheotomijne piekło.
W ciągu tych 10 lat przeżyłam więcej, niż przez 20 poprzednich.
Jeździłam na nartach, latałam balonem, pojechałam do Rzymu spotykając się z przyjaciółmi i Franciszkiem. Opalałam się na plaży z wciskającym się wszędzie, do maszyny również, piaskiem. Chlapałam się w wodzie. To wszystko z respiratorem, moim wiernym Karatem. Pomagającym i przeszkadzającym jednocześnie.
Odkryłam w sobie kobiecość, delikatność i wrażliwość. Poznałam, czym jest męski dotyk, czułość i podziw w jego oczach. Jak to jest być pożądaną i adorowaną. Słyszałam swoje imię brzmiące w jego ustach zupełnie inaczej. Weszłam w dwa, długotrwałe związki, z których ostatni znów wystawił moją psychikę na niewyobrażalną próbę. Ponownie przeżyłam traumę i przewlekły stres. Zostałam oszukana, zdradzona, upokorzona. Straciłam "miłość życia", następnie wieloletnią przyjaźń. Przeczołgałam się przez komisariat policji, składałam zeznania, tworzyłam pozew, podpisywałam dokumenty w kancelarii notarialnej, przeprowadzałam rozmowy z biurem detektywistycznym. To wszystko działo się w przejmującej samotności.
Następnie rozpoczęłam leczenie. Kolejny życiowy przełom. Którym nie mogłam cieszyć się z kiedyś najważniejszymi.
Byłam sama z całym kalejdoskopem emocji, bo albo niektórym nie mogłam o niczym powiedzieć, albo postanowili zniknąć z mojego życia, albo byli za daleko.
W niektórych akcjach fizycznie pomagał mi brat. Ale z całą emocjonalnością, paraliżującym strachem, spazmami szlochu, ekscytacją i radością byłam sama.
Szokujące, że drugi raz nie wpadłam w depresję. Ze wszystkim poradziłam sobie ZUPEŁNIE SAMA.

Wciąż popełniam błędy, podejmuję niewłaściwe decyzje. Nie osiągnęłam stabilności emocjonalnej i borykam się z wieloma swoimi demonami. Miotam się i szarpię, bo do tego prowadzi mój temperament. Płaczę i się wściekam, że nie nad wszystkim mam kontrolę i nie o wszystkim mogę zdecydować.

Jeżdżę na spotkania autorskie i motywacyjne. Wychodzę do tłumów ludzi przemawiając do mikrofonu, gdy kiedyś nie potrafiłam podejść do tablicy i wypowiedzieć się na forum klasy.
Podjęłam pracę, później drugą. Rozpoczęłam dwa kierunki studiów.
Poznałam kolegę, z którym się spotykam i który w jakiś sposób pomógł mi ukoić duszę po ostatnim związku. A nasza znajomość znów okazała się totalnym zaskoczeniem.
Zmieniłam 17-letniego fizjoterapeutę, zrekrutowałam asystentów. Prowadzę rehabilitację tak często, jak pozwala na to codzienność.

---

Tak wiele się wydarzyło, a historia wciąż się pisze.

25 listopada 2010 roku umarłam ja i wszystko, czym byłam. Po to, by narodzić się na nowo. Z innym charakterem, nastawieniem, postrzeganiem świata. Chęciami i determinacją.

Doszlifowałam styl pisania. Moja dojrzałość w nim zawarta wskoczyła na wyższy level. Nie jest to moją zasługą, ale wydarzeń, w których przyszło mi brać udział.

Udzielam wywiadów, pojawiam się w gazetach, telewizji i kanałach mainstreamowych.
Po to, by inni nie musieli przejść tak wyboistej drogi, jaką ja zmierzyłam, ale by moje doświadczenia pomogły im złapać właściwą energię.

Dużo się uśmiecham, realizuję kolejne zadania, dostarczam sobie adrenaliny i ekscytacji nawet, jeśli się boję ☺ Robię rzeczy, o których wcześniej nie śniłam i które patrząc z boku są szaleństwem graniczącym z głupotą 😛
Dziękuję Bogu, że dał mi taki pochrzaniony charakter i zachował ważne aspekty życia, bo dzięki temu nadaję mu SMAk 😉

Dostałam nowe życie i nie marnuję tej szansy. Miałam umrzeć fizycznie. Miałam nie żyć mentalnie, a żyję pełnej, niż dotychczas.

Bo trzeba się podnosić i iść dalej niezależnie od tego, ile razy runęło niebo ☺

* * *
Ktoś kto nie zna mojej psychiki i historii mógłby pomyśleć: "Już kompletnie jej odbiło. Świętuje spadek sił fizycznych i utrudnione życie z maszyną.
Ale Wy chyba dobrze wiecie, że nie celebruję dziurki w szyi, ale narodzenie się na nowo ☺️





czwartek, 12 listopada 2020

Się nabroiło...!

Się nabroiło...!

Kolejne dwie gazety o mnie piszą. Tym razem mój post ukazał się w Gazecie Wyborczej i Echu Dnia, również w wersji papierowej, jak donieśli dobrzy ludzie :) 💙

Kochani, oprócz wielu ciepłych słów i zaproszeń do znajomych pojawia się też dużo próśb o kupno mojej książki. Zostało już niewiele egzemplarzy, dlatego, jeśli ktoś z Was jeszcze chce się załapać, to proszę pisać w wiadomości prywatnej. 

Dziękuję za tak duży i pozytywny odzew na to wszystko, co się ostatnio wokół mnie dzieje! 💐🌼🌹

https://radom.wyborcza.pl/radom/7,143526,26469730,strajk-kobiet-jestem-za-zyciem-a-nie-za-wegetacja.html?utm_source=facebook.com&utm_medium=SM&utm_campaign=FB_Radom_Wyborcza&fbclid=IwAR0lzztcP6ojmnDuGeaxkiC8fFQgtx7VoXY1UUMQkfjo9gd3w3wP4QpP0es

https://echodnia.eu/radomskie/asia-czapla-niepelnosprawna-radomianka-o-przepisach-w-sprawie-aborcji-jestem-za-zyciem-nie-wegetacja/ar/c1-15268188?fbclid=IwAR0NFuscRRKwLt4rVGvu7BcN0Fdk_Q0LBLP0N5yRaj6KaVVyAVaolHw0eUE



Copyright © ACZkolwiek - kocham życie! , Blogger