poniedziałek, 21 listopada 2011

Jak wysłowić wdzięczność mą...

Przedwczoraj odbyło się 25-lecie Ruchu Światło-Życie w parafii pw. św. Jadwigi Królowej.

Jakieś dwa tygodnie wcześniej dowiedziałam się o jubileuszu, ale myślę sobie, no dobra, zawsze mnie omija wszystko co najlepsze...
Jednak temu wydarzeniu nie udało się mnie wykiwać.
Poszłam na drugą część uroczystości, o 17.00.
Stało się to dlatego, że po entuzjastycznych opowieściach mamy z pierwszej części dnia, zapragnęłam znowu poczuć klimat Oazy. Ale, najbardziej zmotywowała mnie myśl, że może uda mi się spotkać z moim wychowawcą przygotowującym mnie do I Komunii Świętej.
Zaczęłam się szykować, ubierać, malować, chociaż lęk mi towarzyszył, od roku nie byłam w tak licznej grupie...
Weszłam na salę i Wielkie Poruszenie wzbudziło się wśród ludu. :)
Wszyscy podchodzili, witali się, cieszyli, "Asia, jak ślicznie wyglądasz!", "Asia, jak fajnie!", "Asia, tak się cieszę!".
(Wiedziałam, że tak będzie;) )
I pstrykali mi foty.

Usiadłam przy stole, OK, zaczęło się.
Pani Basia witała przybyłych.
"(...)Witam młodzież, witam Justynę, Michała, witam, witam, witam....(tu jej wzrok padł na mnie) AAA, I WITAMY ASIUNIĘ!!! JEST Z NAMI!!!"
Rozległy się gromkie brawa, wszyscy skierowali swe twarze ku mnie, a ja nie wiedziałam gdzie się patrzeć, chciałam się schować w mysią dziurę... Ale nie powiem, duma mnie rozpierała, byłam PRZE-SZCZĘŚ-LI-WA !
Że tam jestem.
I że widzę ich wszystkich.

Zaczęła się prezentacja, na projektorze wyświetlane były zdjęcia i filmiki z życia Oazy. Gdy pojawiłam się na zdjęciu Pani Basia znowu krzyknęła: "Asia, Asia!"
:)

Ks. Bolesława długo nie było, już traciłam nadzieję, że się pojawi, aż tu nagle - wchodzi.
Siedział na mojej wysokości, ale po drugiej stronie sali. Doskonale go widziałam między lukami i od czasu do czasu zerkałam w nadziei, że mnie dostrzeże. W końcu nasze spojrzenia się spotkały, ks. Bolesław pokazał mi gest, który mniej więcej znaczył: "Świetnie, że jesteś. Tak trzymaj!".

Trzy panie przeprowadzały wywiad z "Najwybitniejszymi Osobistościami Oazy". Pomyślałam sobie, kurcze, żeby z Nim porozmawiały...
I co? Mówisz - masz.
"(...)Chcielibyśmy teraz serdecznie prosić o rozmowę (...)Księdza Bolesława".
Czego można chcieć więcej?
Ano można bardzo wiele.
W pewnym momencie mówię do mamy:
- Ciekawe czy uda mi się porozmawiać z Księdzem.
- Może jak będziemy wychodzić, a będzie jeszcze na korytarzu...
I co? Mówisz - masz.

Po dosłownie trzech minutach zobaczyłam, że Ksiądz jest przy drugim końcu mojego stołu, wszyscy zaczęli się przesuwać żeby zwolnić jedno miejsce koło mnie, bo już wiedzieli, że ks. Bolesław zmierza do Asi.






Rozmawialiśmy, powiedział, że wiele mu dało nasze ostatnie spotkanie (w styczniu, kiedy to jeszcze nie mówiłam), że kiedyś rozmawiał z jednym człowiekiem i posłużył się moim przykładem i myśli, że jemu też to pomogło. Prosił (jak przy KAŻDYM SPOTKANIU)o modlitwę, obiecał, że za tydzień lub dwa odwiedzi mnie.
Będziemy już mogli normalnie porozmawiać...
Radość kipiała we mnie. Ten cel, dla którego tu przyszłam został osiągnięty i to w tak nieoczekiwany sposób...
Ale nie tylko dlatego. Znowu "byłam w oazie".

Musiałyśmy się zbierać, bo Karat się niecierpliwił i wskazywał, że zostało już tylko 12% baterii.
Gdy wychodziłyśmy, a do drzwi był spory kawałek, wszyscy mnie żegnali, ściskali, dziękowali i nie tylko ja byłam rozpromieniona. :)

Ten piękny dzień się jeszcze nie skończył.
Do domu odprowadzili nas p. Ala i p. Sylwek, gadaliśmy przy winie do 23.00.
Pan Sylwek kilka razy powiedział "Dawno nie widziałem cię tak radosnej", "Asiu, jak ci się oczy błyszczą..."

Tego dnia siedziałam prawie 4 godziny. Chociaż nie bez wysiłku, bo chwilowe zawroty głowy i ból kręgosłupa dawały o sobie znać, to wytrzymałam i kondycyjnie i odsysaniowo.
Stwierdziłam, że godzina siedzenia to dla mnie pikuś i postanowiłam, że od wiosny, gdy tylko zrobi się ciepło, będę chodziła do kościoła.
Co niedzielę.

Na sali w Duszpasterstwie Akademickim jest wielki krzyż z Jezusem, co chwilę patrzyłam na Niego i powtarzałam DZIĘKUJĘ, DZIĘKUJĘ, DZIĘKUJĘ...

2 komentarze:

  1. Asiu, dziękuję z tobą Jezusowi, że pomógł ci przeżyć te spotkania. Nie ma co się oszukiwać, każdy z nas od czasu do czasu potrzebuje"deszczu wzruszeń". Dobrze nam to robi:) Naprawde się cieszę, że znalazłaś w sobie na to tyle siły i odwagi, aby spróbować. Chyba ciągle na nowo odkrywasz ile masz w sobie hartu ducha i ukrytej siły. Nie uważasz, jaka to frajda zaskoczyć samą siebie? a przy okazji innych :)
    B

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciociu, nie możesz spać po nocach? ;)

    Tak, zaskakiwać siebie to wielka przyjemność, ale jeszcze lepiej jest gdy zaskakują inni...

    21 listopada minął równy rok gdy miałam robioną tracheotomię.
    Wtedy myślałam, że w takim stanie roku na pewno nie wytrzymam.
    A że będę jeszcze siedzieć, mówić, wychodzić i spotykać się z ludźmi - tego nie było nawet w moich marzeniach...

    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń

Wyraź swoją opinię... jakakolwiek by była ;)

Designed By Blokotek