środa, 13 stycznia 2021

Pomożesz zaSMAkować życia? :)

Pomożesz zaSMAkować życia? :)

 Tak się bawimy! A nasze zabawy przybierają coraz ostrzejszą formę, bo walka toczy się o lepszej jakości życie.

Leczenie Nusinersenem + dobra rehabilitacja + Wasze wsparcie = SMAkowanie życia

Dlatego na początku kolejnego roku rozliczeniowego znów polecam się Waszej pamięci!

Dzięki Jednemu Procentowi Waszego podatku moje mięśnie będą rosły w siłę i być może kiedyś komuś z Was, moi Drodzy, będę mogła podziękować uściśnięciem ręki. 👊

Każde wsparcie jest dla mnie bardzo, bardzo ważne! 💖


Przekaż 1% podatku:

KRS: 0000270809

cel szczegółowy: Czapla, 773


Konto do wpłat:

Joanna Czapla

30 2490 1044 0000 4200 9017 2436 



sobota, 2 stycznia 2021

Wypełnij go tym, czego zabrakło w starym

Wypełnij go tym, czego zabrakło w starym
Wreszcie się skończył!!! 
Był tak dziwny, że bałam się, że wskoczy jeszcze jakiś 33 grudnia 😛
Jednak Nowy Rok 2021 (oczko) niesie nadzieję na uspokojenie i odpoczynek od otaczającego chaosu i niepewności.
Dziękując za wszystkie otrzymane życzenia na MSN i wszędzie indziej życzę nam umiejętnego kierowania swoimi pragnieniami i działaniami, byśmy za rok znaleźli się w tym miejscu, w którym chcemy być. Niech przeszłość będzie mądrością, a nie trudnością w drodze do lepszej przyszłości.
Niech miłość pielęgnuje nasze serca na przekór wszystkim wielkim ranom. 💜
Miejmy siłę i motywację świat zmieniać na lepsze! 👊👐💪
No, i przytulajmy się już bez strachu 😊

PS. Choinka w całości ozdobiona przez moją mamę i jej szydełko 😏 Ma się ten talent! 😍🙋🎄



sobota, 19 grudnia 2020

Wywiad do gazety - dorosłość w zależności. 95%-owej.

Wywiad do gazety - dorosłość w zależności. 95%-owej.

 "Jak to jest, kiedy cały czas musisz na kimś polegać, a jednocześnie masz pełną świadomość tego, co się wokół ciebie dzieje?"

A jak uważacie Wy? Czy będąc dorosłym, młodym człowiekiem zależnym od osób trzecich w 95% codzienności, lepiej jest zachować pełnię władz umysłowych, czy je utracić?

"Będąc dzieckiem, paradoksalnie byłam dużo silniejsza niż teraz."

Jako dziecko mogłam sama włóczyć się po dworze i wracać do domu w nocy, a jako dorosła wszędzie towarzyszy mi mama 🙂

Dlatego tak ważny i nie rozwinięty jest zawód asystenta w Polsce. Asystenta pełnowymiarowego. Który pomoże nie tylko w czynnościach pielęgnacyjnych, ale w zwykłym, NORMALNYM życiu młodej osoby. W pójściu na randkę, do kosmetyczki, w depilacji, zrobieniu makijażu, podaniu drinka w klubie, w opiece nad dzieckiem chorej matki i w spełnianiu się zawodowo. 

Więcej na te i inne tematy można przeczytać w wywiadzie ze mną - dostępnym już online 🙂https://www.przewodnik-katolicki.pl/Archiwum/2020/Przewodnik-Katolicki-46-2020/Spoleczenstwo/Krok-dalej-od-dziecinstwa?fbclid=IwAR2pFsI2lhlQMed_kB6I1sslkaKjYoIm0BOChSwonJdbZnmVrZ2-ACmyA5o

Wasze zdanie na jego temat mile widziane!

Nawet, jeśli samo zdanie nie musi takie być 🙂

#gazeta #wywiad #redhair #girl #fightgirl #green #blueeyes #wheelchairgirl #SMA #energygirl #tracheotomia #życienapełnejpetardzie #asystenci #niepełnosprawnościwdorosłości



niedziela, 29 listopada 2020

10 lat temu narodziłam się na nowo

10 lat temu narodziłam się na nowo

 Dokładnie 10 lat temu moje życie odwróciło się do góry nogami. To była totalna wywrotka. Spadek z K2, bez miękkiego lądowania. Pogrzebanie żywcem w ziemi.

Wpadłam w otchłań głębokiej depresji. Miałam myśli i próby samobójcze. Nie mogłam wydać z siebie głosu, a z głowy eksplodowały przekleństwa. Dzień nie różnił się od nocy.
Gdy wykonano zabieg tracheotomii wkładając rurkę tracheostomijną w dziurkę w szyi, to wraz z zabraniam mi głosu ucichł cały świat. Dźwięki były bezdźwięczne, a barwy pozbawione koloru. SMAk stał się nie słony, moje tęczówki przezroczyste.
Jedyną rozrywką były halucynacje hulające we wzroku i słuchu.
Wszystko straciło sens.
Miało nie być szaleństwa, podróży, adrenaliny, męskiej czułości. Zamiast tego jedzenie zmiksowanych zupek przez strzykawkę i leżenie w piżamie 24/d.
Przepadły w najczarniejszą toń: Nadzieja, wiara, miłość, słowo.
Jednak wtedy, gdy ja ukochałam słowa ordynatora niechętnego do uratowania mi życia: "Taka jest kolej rzeczy. Przy SMA osiągnęła limit życia" i postanowiłam w sobie, że pozwolę na samounicestwienie, w rozgrywkę wkroczyła moja mama robiąc wszystko, żebym odzyskała funkcje życiowe na tyle, na ile jest to możliwe.

Bardzo powoli, bardzo mozolnie, przy wykonywaniu tytanowej pracy dzień po dniu przybliżałam się o pół milimetra do siebie. Zbierałam się w garść. Nadzieja sklejała mnie w całość.
10 lat temu przeszłam absolutną metamorfozę, obejmującą prawie każdy aspekt mojego jestestwa.
Gdy odzyskałam mowę, a wraz z nią tlącą się iskierkę życia, spojrzałam z boku na wszystko, czego doświadczyłam i wtedy już wiedziałam, że nie mam nic do stracenia.
Obudziła się we mnie nowa, nieoczekiwana wola walki. Wyciśnięcia życia do cna. Zagrabienia, przywłaszczenia tego, co mogę jeszcze od niego uzyskać. Wyrwać mu to, po co wcześniej nie miałam odwagi sięgnąć.

Przy tak ekstremalnych i sprzecznych przeżyciach - śmierci psychicznej i odbicia się od dna - istnieje ryzyko, że euforia i nieokiełznana odwaga poprowadzą w niewłaściwym kierunku. Jednak wtedy pałeczkę przejęli ludzie, którzy dbali o to, aby moje myśli, serce i działania przynosiły pożytek mnie i innym.

Tak powstał blog otwierający drzwi do wielu znajomości oraz moja książka, której kanwą stało się tracheotomijne piekło.
W ciągu tych 10 lat przeżyłam więcej, niż przez 20 poprzednich.
Jeździłam na nartach, latałam balonem, pojechałam do Rzymu spotykając się z przyjaciółmi i Franciszkiem. Opalałam się na plaży z wciskającym się wszędzie, do maszyny również, piaskiem. Chlapałam się w wodzie. To wszystko z respiratorem, moim wiernym Karatem. Pomagającym i przeszkadzającym jednocześnie.
Odkryłam w sobie kobiecość, delikatność i wrażliwość. Poznałam, czym jest męski dotyk, czułość i podziw w jego oczach. Jak to jest być pożądaną i adorowaną. Słyszałam swoje imię brzmiące w jego ustach zupełnie inaczej. Weszłam w dwa, długotrwałe związki, z których ostatni znów wystawił moją psychikę na niewyobrażalną próbę. Ponownie przeżyłam traumę i przewlekły stres. Zostałam oszukana, zdradzona, upokorzona. Straciłam "miłość życia", następnie wieloletnią przyjaźń. Przeczołgałam się przez komisariat policji, składałam zeznania, tworzyłam pozew, podpisywałam dokumenty w kancelarii notarialnej, przeprowadzałam rozmowy z biurem detektywistycznym. To wszystko działo się w przejmującej samotności.
Następnie rozpoczęłam leczenie. Kolejny życiowy przełom. Którym nie mogłam cieszyć się z kiedyś najważniejszymi.
Byłam sama z całym kalejdoskopem emocji, bo albo niektórym nie mogłam o niczym powiedzieć, albo postanowili zniknąć z mojego życia, albo byli za daleko.
W niektórych akcjach fizycznie pomagał mi brat. Ale z całą emocjonalnością, paraliżującym strachem, spazmami szlochu, ekscytacją i radością byłam sama.
Szokujące, że drugi raz nie wpadłam w depresję. Ze wszystkim poradziłam sobie ZUPEŁNIE SAMA.

Wciąż popełniam błędy, podejmuję niewłaściwe decyzje. Nie osiągnęłam stabilności emocjonalnej i borykam się z wieloma swoimi demonami. Miotam się i szarpię, bo do tego prowadzi mój temperament. Płaczę i się wściekam, że nie nad wszystkim mam kontrolę i nie o wszystkim mogę zdecydować.

Jeżdżę na spotkania autorskie i motywacyjne. Wychodzę do tłumów ludzi przemawiając do mikrofonu, gdy kiedyś nie potrafiłam podejść do tablicy i wypowiedzieć się na forum klasy.
Podjęłam pracę, później drugą. Rozpoczęłam dwa kierunki studiów.
Poznałam kolegę, z którym się spotykam i który w jakiś sposób pomógł mi ukoić duszę po ostatnim związku. A nasza znajomość znów okazała się totalnym zaskoczeniem.
Zmieniłam 17-letniego fizjoterapeutę, zrekrutowałam asystentów. Prowadzę rehabilitację tak często, jak pozwala na to codzienność.

---

Tak wiele się wydarzyło, a historia wciąż się pisze.

25 listopada 2010 roku umarłam ja i wszystko, czym byłam. Po to, by narodzić się na nowo. Z innym charakterem, nastawieniem, postrzeganiem świata. Chęciami i determinacją.

Doszlifowałam styl pisania. Moja dojrzałość w nim zawarta wskoczyła na wyższy level. Nie jest to moją zasługą, ale wydarzeń, w których przyszło mi brać udział.

Udzielam wywiadów, pojawiam się w gazetach, telewizji i kanałach mainstreamowych.
Po to, by inni nie musieli przejść tak wyboistej drogi, jaką ja zmierzyłam, ale by moje doświadczenia pomogły im złapać właściwą energię.

Dużo się uśmiecham, realizuję kolejne zadania, dostarczam sobie adrenaliny i ekscytacji nawet, jeśli się boję ☺ Robię rzeczy, o których wcześniej nie śniłam i które patrząc z boku są szaleństwem graniczącym z głupotą 😛
Dziękuję Bogu, że dał mi taki pochrzaniony charakter i zachował ważne aspekty życia, bo dzięki temu nadaję mu SMAk 😉

Dostałam nowe życie i nie marnuję tej szansy. Miałam umrzeć fizycznie. Miałam nie żyć mentalnie, a żyję pełnej, niż dotychczas.

Bo trzeba się podnosić i iść dalej niezależnie od tego, ile razy runęło niebo ☺

* * *
Ktoś kto nie zna mojej psychiki i historii mógłby pomyśleć: "Już kompletnie jej odbiło. Świętuje spadek sił fizycznych i utrudnione życie z maszyną.
Ale Wy chyba dobrze wiecie, że nie celebruję dziurki w szyi, ale narodzenie się na nowo ☺️





czwartek, 12 listopada 2020

Się nabroiło...!

Się nabroiło...!

Kolejne dwie gazety o mnie piszą. Tym razem mój post ukazał się w Gazecie Wyborczej i Echu Dnia, również w wersji papierowej, jak donieśli dobrzy ludzie :) 💙

Kochani, oprócz wielu ciepłych słów i zaproszeń do znajomych pojawia się też dużo próśb o kupno mojej książki. Zostało już niewiele egzemplarzy, dlatego, jeśli ktoś z Was jeszcze chce się załapać, to proszę pisać w wiadomości prywatnej. 

Dziękuję za tak duży i pozytywny odzew na to wszystko, co się ostatnio wokół mnie dzieje! 💐🌼🌹

https://radom.wyborcza.pl/radom/7,143526,26469730,strajk-kobiet-jestem-za-zyciem-a-nie-za-wegetacja.html?utm_source=facebook.com&utm_medium=SM&utm_campaign=FB_Radom_Wyborcza&fbclid=IwAR0lzztcP6ojmnDuGeaxkiC8fFQgtx7VoXY1UUMQkfjo9gd3w3wP4QpP0es

https://echodnia.eu/radomskie/asia-czapla-niepelnosprawna-radomianka-o-przepisach-w-sprawie-aborcji-jestem-za-zyciem-nie-wegetacja/ar/c1-15268188?fbclid=IwAR0NFuscRRKwLt4rVGvu7BcN0Fdk_Q0LBLP0N5yRaj6KaVVyAVaolHw0eUE



środa, 4 listopada 2020

Budzimy do życia

Budzimy do życia

 Obudziłam się w sobotni poranek... przeciągnęłam się leniwie, wzięłam telefon do ręki... i zalała mnie fala wiadomości od znajomych gratulujących mi pojawienia się na głównej stronie Wirtualnej Polski...

Wiedziałam, że udzieliłam wywiadu, wiedziałam, że wkrótce pojawi się w Internetach, a mimo tego poczułam się jakby przytłoczona... :P
Jestem prawdziwie oszołomiona tym, jaką furorę zrobił mój zwykły, jak wcześniej myślałam, post.

Jeśli ktoś jest zainteresowany zapraszam do przeczytania.

PS. Nie trzeba się męczyć pisząc grube książki, żeby zaistnieć w mediach :P

środa, 28 października 2020

TVN24 odezwał się do mnie!

TVN24 odezwał się do mnie!

 Gdy pisałam ostatni post do głowy mi nie przyszło, że spotka się z tak ogromnym zainteresowaniem i aprobatą. W ciągu ostatnich kilku dni moje nazwisko pojawiło się na TYSIĄCACH profili i portali. Udostępnień, komentarzy, reakcji, screenów robionych mojemu tekstowi, zaproszeń do znajomych i wiadomości prywatnych była tak oszałamiająca ilość, że naprawdę nie byłam w stanie na wszystkie odpowiedzieć, czy choćby dać "lajka", lub serduszko. Wiele z tych komentarzy było tak cudownych, że mam wielką pokusę, by tu je cytować i na nie odpowiadać, ale jest to niewykonalne :)

Jednak wszystkim z serca DZIĘKUJĘ, za tysiące ciepłych słów, które tym mocniej się wybijają na fali ostatniej agresji, krzyków i wulgaryzmów.

Post dotarł również do mediów i jutro o godzinie 21 w programie Polska i Świat w TVN24 będzie można zobaczyć moją krótką wypowiedź.

Nie wiem jak to zmontują, więc proszę o wyrozumiałość :)


niedziela, 25 października 2020

Życie przez całe życie

Życie przez całe życie

 Z kilku względów nie zabieram głosu w sprawach politycznych i religijnych. Jednym z nich jest to, że mam tak wiele swoich problemów, że nie czuję potrzeby zajmować się innymi. Drugi, to fakt, że większość z nich zupełnie mnie nie dotyczy.

Inaczej ma się sprawa przepchnięcia ustawy, która zatrzęsła Polską.
Poznajcie inną jej perspektywę.

Jako katoliczka, kobieta i osoba niepełnosprawna NIE JESTEM ZA ZABIJANIEM.
Jestem za życiem.
Za życiem, a nie wegetacją.
A tę właśnie zapewnia nasz kraj osobom niezdolnym do samodzielnej egzystencji, których rodzice w pewnym momencie nieuchronnie odchodzą, a osoby te trafiają w młodym wieku, przy pełnej sprawności intelektualnej do gett zwanych Domem Pomocy Społecznej.

Nikt nie myśli o tym, że dziecko z dużymi wadami genetycznymi, o którego życie teraz się tak szlachetnie walczy kiedyś stanie się dorosłe i myśl o swojej przyszłości będzie mu spędzała sen z powiek. Że będzie codziennie drżało o to, czy jego mama nie zachoruje, nie zostawi go, czy będzie miał kto się nim zaopiekować w należytym, 24-godzinnym stopniu.
To dorosłe dziecko będzie musiało wziąć swoje życie, które dzisiaj "wygrało" w swoje niepełnosprawne ręce, bo nikt za niego tego nie zrobi po śmierci rodziców. Na pewno nie Państwo.
Nikt nie myśli o tym, że dorosłe niepełnosprawne dziecko w ogromnej większości przypadków nie będzie miało prawa wyboru z kim i gdzie mieszkać. Jak ułożyć swoje dorosłe, autonomiczne życie. A zdanie na nieszczęsny los z niewybranymi do tego osobami (a przecież każdy z decydujących przedwczoraj o życiu milionów miał prawo wybrać z kim będzie mieszkał przez lata) może prowadzić do ciężkiej depresji, nerwicy, stagnacji, regresu i wielu poważnych chorób psychicznych.

Dzisiaj myśli się o tym, żeby uratować życie, a nie pomaga się tym życiom, które w czasie Covid są pozamykane w DPS-ach i tam je kończą. Tylko dlatego, że nie została zapewniona opieka personelu, wolontariuszy i rodziny poprzez zakaz odwiedzin. Tłumacząc to niebezpieczeństwem przyniesienia wirusa - który nota bene może zostać przyniesiony przez pracowników, którzy mogą chodzić na wesela i imprezy.

Nikt nie myśli o tym, że życie, które dzisiaj jest "ratowane" nie będzie miało szansy z tego życia korzystać. Bo Państwo nie stworzy zawodu asystenta i nie zapewni odciążenia matce i psychicznego odpoczynku od starszych ludzi samym chorym. Asystenta, który wyprowadzi na spacer, zabierze do lekarza, na rehabilitację, czy - nie bądźmy tak wymagający! - do kina!
500+ nie zagwarantuje godnego ŻYCIA.

Mówi się: "dajmy dziecku to, co sami otrzymaliśmy: miłość, troskę".
Jednak to dziecko najczęściej kochane jest tylko wtedy, gdy jest dzieckiem. Później może otrzymywać szacunek od ludzi, może otrzymywać podziw i uznanie, ale za prawdziwą miłością będzie tęsknić i przez nią cierpieć do końca swoich dni.
Troszczyć się o nie będą tylko rodzice, dopóki nie odejdą.

Nikt nie myśli o całych rodzinach niepełnosprawnych nastolatków, którzy nie mówią, nie siedzą, nie zmieniają pozycji, nie przełykają, nie ruszają językiem, krztuszą się własną śliną, oddychają przez rurkę w szyi i muszą być odsysani kilka razy na godzinę. Nikt nie myśli o ich matkach, które modlą się, by syn umarł wcześniej, niż oni.
Nie dlatego, że ich nie kochają, ale właśnie z miłości

Dzisiaj ci, których ta sprawa najmniej dotyczy krzyczą, że stają w obronie najsłabszych. Tych, którzy nie mogą zabrać głosu. Nie zastanawiając się jaki ten głos by był, gdyby mógł podjąć decyzję o cierpieniu nie tylko fizycznym, ale zwłaszcza alienacyjnym. Cierpieniu związanym z brakiem miłości, wsparcia od ukochanej osoby, samotności w każdym aspekcie życia przez wiele, wiele lat.

Mocno niepełnosprawne dziecko, oprócz wielu fizycznych problemów będzie dorastało z naturalną, niebywale obciążającą myślą, że staje się coraz większym problemem dla mamy i otoczenia.

Przy COVID zabrano prawo do porodów rodzinnych i odwiedzin w szpitalach osób, które są mniej sprawne, niż niemowlak, a to nie służy życiu. W normalnych czasach też z tym nie było lekko, wszyscy przecież znamy obrazki ze szpitali, kiedy rodzice śpią pod łóżkami dzieci.
W moim przypadku, gdy w pewnym momencie przestałam być dzieckiem, nigdy nie było to możliwe. Musiałam przez całą noc błagać pielęgniarki o zmianę pozycji, wyć z bólu całego ciała i dusić się, bo nie chciały i/lub nie umiały mnie odessać.

Odnoszę wrażenie, że znów życie ludzkie (osób ze znacznym stopniem niepełnosprawności i ich rodziców, a szczególnie matek) jest niczym więcej jak kartą przetargową, którą rozgrywa się dla celów politycznych. Jeśli za takim prawem nie idzie cały kompleks praw, które realnie chronią życie, to naprawdę trudno zgadzać się z tą ustawą.

Ochrona życia, to musi być realne działanie na rzecz NIE TYLKO jeszcze nienarodzonych, ale też już urodzonych.

Za ojcem jezuitą Grzegorzem Kramerem: "Nie, to nie jest żadne zwycięstwo. Zwyciężymy wtedy, kiedy naprawdę będziemy chronić każde życie. Daleko nam do tego. Bardzo daleko".

#piekłochorych #aborcja #jestemzasprawiedliwością #ustawaantyaborcyjna #wolnośćwyboru #prawaczłowieka #całkowityzakazaborcji #świadomadecyzja #prawododecydowaniaoinnych #realnapomoc #wsparcieniepełnosprawnych #życieprzezcałeżycie #życieniewegetacja #asystenci




niedziela, 18 października 2020

Muzyka jest radością, tęsknotą, namiętnością.

Muzyka jest radością, tęsknotą, namiętnością.
Nie zachowam chronologii wydarzeń ostatnich 2 tygodni, ale muszę na świeżo opisać wspaniały koncert, z którego wczoraj wróciłam!
12 tenorów & Diva, to może się wydawać, klasyka, sztywność i powabna atmosfera. Też tak trochę myślałam, ale moja ciekawska natura każe mi spróbować wszystkiego, czego nie znam (no dobra, amfę może sobie daruję), więc poszłam i się zawiodłam!
Koncert nie nosił żadnej z wymienionych cech. Gdy na scenę wyszło 12 chłopa i zaryczało barytonem, to włosy stanęły dęba. Wszędzie. Natomiast podczas śpiewania Allelujah autentycznie rozpływałam neurony, gdy do głowy dochodził ciepły, niski i czysty jak dłonie w czasie Covidu męski głos. Wszystkie partytury, utwory jazzowe, musicalowe i popowe nie były po prostu odegrane i odśpiewane, ale panowie wraz z piękną Divą urządzili na scenie spektakl. Wesołe przepychanki, miny, wzajemny szacunek, spontaniczne dogadywanie i dbałość chłopaków jeden o drugiego sprawiały, że nie tylko moje uszy się cieszyły, ale nie mogłam oderwać od nich wzroku. Całe półtorej godziny, to salwy śmiechu, taktu i podziwu. Doskonały pan dyrygent Woytek Mrozek urozmaicał utwory zabawnymi anegdotami i żartami sytuacyjnymi, ale największą furorę zrobił Aleksander Kruczek, chłopak z kucykiem, najweselszy i najbardziej uroczy wariat tej grupy :) W czasie znakomitej solówki na klarnecie został wypchnięty przez kolegów zza kurtyny i wywijał piruety, chodził na rękach i robił na nich niesamowite obroty.
Najważniejsze jest to, że cały świetny koncert to nie była parodia, to nie była groteska. To był totalny spontan i naturalność występujących.

Jednak po zakończeniu dla mnie nie było końca. :) Jak to ja - najbardziej z całego wieczoru ucieszyłam się z poznania tych cudownych ludzi :)
Ze względu na sytuację epidemiczną tenorzy nie wychodzili do ludzi, ale...poproszeni wyszli do mnie tłumnie i to z jaką kulturą!
Diva Agata Sawa w oszałamiającej sukni podeszła powoli i cichym, delikatnym głosem, zupełnie innym, niż ta potęga na scenie zapytała "Jak ma pani na imię? Bardzo miło mi panią poznać, pani Asiu, ja jestem Agata" . W jej zachowaniu można było dostrzec takt i szacunek.
Natomiast Wariat Aleksander, gdy na siebie wpadliśmy na korytarzu (przez cały koncert przykuwał moją uwagę, a później, spośród całej Dwunastki, to właśnie z nim się spotkałam przez zupełny przypadek) od razu wołał: "Chłopaki, chodźcie!". Podczas schodzenia się wszystkich i cykania zdjęć prowadził ze mną wesołą rozmowę, której puentą było:
- Asiu, wrzuć zdjęcie na Facebooka i oznacz nas.
- Ok, ale nie zapamiętam waszych nazwisk...
- To poczekaj, ja ci zaraz podam

Niestety nie było już na to czasu, ale z wszystkimi eleganckimi panami kłanialiśmy się sobie i wymienialiśmy uprzejmości.
Jestem zachwycona ich talentem i postawą.
Na ich koncert śmiało może iść każdy, nie tylko wytrawny meloman, by świetnie się bawić.
Ja miałam doskonały wieczór mimo wiadomości o 3000 zakażeń dziennie :P

Wracając do domu, gdy znalazłam się na moim osiedlu chciałam pójść na skróty skręcając w boczną ciemną uliczkę.
Mama wesoło naśladując głos z jakiegoś filmu:
- Tak po ciemaku? A jak nas ktoś napadnie?
- I zgwałci?
- No? Na przykład? To co będzie?
- Kontynuacja rozrywki.

KURTYNA!



czwartek, 1 października 2020

Spotkanie autorskie w Warszawie!

Spotkanie autorskie w Warszawie!

 Od wydania książki minęły już prawie 4 lata, a jej echo wciąż gdzieś słychać...

Tym razem będzie można go posłuchać w najbliższą niedzielę, tj. 4 października na spotkaniu autorskim w Warszawie, na Auli Wielkiej Collegium Bobolanum, ul. Rakowiecka 61, Mokotów. O godzinie 18:30.
Będę mówić o tym jak żyć z ograniczeniami bez ograniczeń, skąd wziąć siłę, gdy wszystko nam się wali na głowę, jak nadać życiu sens, gdy trudno go dostrzec. Opowiem, jak to jest oddychać z maszyną i o tym, że ja też czasem płaczę. Wreszcie powiem dlaczego moja książka ratuje życie niedoszłych samobójców.
(I nie jest to chwyt marketingowy ☺)
Zapraszam gorąco, tym bardziej, że nakład książki został prawie wyczerpany ☺
Trzymajcie kciuki, żebym do niedzieli wyzdrowiała z dość poważnego przeziębienia i dała radę z godzinną gadką 😉
Copyright © ACZkolwiek - kocham życie! , Blogger