wtorek, 24 kwietnia 2012

Doktor D. i życie

W sobotę wybraliśmy się z Dominikiem pierwszy raz na wspólny spacer.
W związku z tym, że w ostatnim czasie byłam tylko raz na dworze, to pomysłów na wyprawę miałam tak dużo, że nie mogłam się zdecydować gdzie pojechać w pierwszej kolejności.
W przeciwieństwie do większości ludzi uwielbiam jeździć autobusami :D, a że nie chciałam wypuszczać się od razu na głęboką wodę, tylko raczej wydłużać sobie stopniowo dystans, to pomyślałam, że upiekę dwie pieczenie na jednym ogniu i pojadę autobusem niedaleko - do szpitala na Józefowie - i odwiedzę Pana D., ordynatora oddziału, na którym leżałam półtora roku temu.
Dla niewtajemniczonych: doktorek chciał mnie uśmiercić mówiąc mojej, wręcz błagającej go o zabieg tracheotomii Mamie, że "taka jest kolej rzeczy".

Wcześniej dzwoniłam do szpitala trzy razy, żeby dowiedzieć się kiedy doktorek ma dyżur i przez kilka godzin nikt nie odbierał, potem gdy się w końcu dodzwoniłam pani odebrała, gdzieś mnie przełączyła i znów nikt nie odbierał.
Takim to sposobem guzik się dowiedziałam, nie wiem czy kawkę i papieroska w tym szpitalu mają zwyczaj pić i palić 5 godzin co godzinę??

Doktorka nie zastałam, ale przynajmniej na miejscu dowiedziałam się od dwóch bardzo miłych, zastępujących go lekarzy, że przyjmuje od poniedziałku do piątku.
W tym tygodniu znowu spróbujemy się wybrać, czekajcie na wieści.

A po co? Dużo osób mnie o to pyta.
Bynajmniej nie po to, żeby się wykłócać - aż taka niegrzeczna nie jestem, wbrew powszechnej opinii :P.
Chcę pokazać mu, że to życie "podtrzymywane przez maszynę", które widzi na swoim oddziale, różni się diametralnie od życia z maszyną w domu.
Że żyję, mam się dobrze, mówię i mam prawo głosu.
Żeby on tego prawa nie odbierał innym pacjentom i ich rodzicom/opiekunom.
Żeby nie podejmował za nich decyzji o życiu i śmierci, tak jak to próbował zrobić w przypadku mojej Mamy.
Wiem, że wiele osób zmarło przez pana D., bo nie potrafiło walczyć o swoich bliskich tak, jak moja Mama o swoje dziecko...
Niektórzy po prostu nie mają tyle siły, albo nie wiedzą jak to robić.
Albo nie wiedzą, że mogą.


Mimo wszystkiego co było, co mówiłam w szpitalu to JEJ ZAWDZIĘCZAM ŻYCIE PO RAZ DRUGI.





Jeśli ktoś boi się spotkać przypadkiem na swojej drodze życia pana D. i chce mieć świadomość w czyje ręce powierza siebie to proszę pisać z prośbą o pełne nazwisko na priv.
Każdemu BARDZO CHĘTNIE udzielę tej informacji :P.

2 komentarze:

  1. Wątpię by pan doktor domyślił się Twoich intencji.Takim to trzeba w prost powiedzieć-,,Pan się pomylił co do mnie '' . Tak trzeba z facetami,a szczególnie tak zadufanymi w swoich racjach.
    Tak ,to głownie nasze mamy muszą się użerać z niektórymi lekarzami ,którzy myślą ,że wszystkie rozumy zjedli i nie liczą się z doświadczeniami w chorobie swoich pacjentów i ich rodzin.

    OdpowiedzUsuń
  2. Lucy, nawet do głowy mi nie przyszło, żeby owijać w bawełnę. Inaczej nie warto się fatygować.
    W ten weekend jednak wyskoczyły inne plany, ale po majowym się uda.

    OdpowiedzUsuń

Wyraź swoją opinię... jakakolwiek by była ;)

Designed By Blokotek