środa, 22 sierpnia 2012

Wspomnienia z wakacji cz. II. GWIAZDA

 WŁĄCZCIE SOBIE PIOSENKĘ POWYŻEJ ;)


Następnym celem i w zamiarze ostatnim był Koszalin, w którym mieszka moja rodzina. Ostatni raz byłam tam 17 lat temu.
Było bardzo sympatycznie, duża powierzchnia domu i podwórza pozwalała mi na śmiganie elektrycznym.
Moje siostry cioteczne (21 i 25 lat) okazały się (mimo zamożności) otwartymi, wesołymi dziewczynami, poznałam je na nowo i fajnie spędzałam czas na rozmowach z nimi i ich rodzeństwem ciotecznym. Koletę poznałam od razu, ale o istnieniu Dawida nie miałam pojęcia :). Świetny facet. Nie czułam żadnych barier w kontaktach między nami, a ostatnio widzieliśmy się jak wszyscy byliśmy dziećmi.

Pozwiedzałam kilka rzeczy, pojechałam nad morze, do kąpieli niezdatne, bo zimne, ale widoki, zapachy i dźwięki piękne.
Tam spotkałam się pierwszy raz w życiu z osobą chorującą też na SMA. Lusia to bardzo miła, cicha i skromna dziewczyna, także rozmowy na żywo były jeszcze fajniejsze niż na FB.

Jak już wiecie bardzo lubię taniec, sama nie mogę go uprawiać, także byłam wniebowzięta gdy mogłam z odległości 5 metrów oglądać występ grupy tanecznej TOP TOYS, którą już wcześniej znałam z programu GOT TO DANCE - TYLKO TANIEC, w którym zajęli 2 miejsce.
Marta, kuzynka, przez wiele lat z nimi tańczyła i poprosiła ich w moim imieniu o zdjęcie. Leader zespołu, najfajniejszy i najprzystojniejszy chłopak stanął akurat obok mnie i się nachylił ;).


Któregoś dnia przez zupełny przypadek dowiedziałam się, że w Mielnie - 13km od Koszalina - będzie koncert organizowany przez Lato z Radiem. Ten sam, który był w czerwcu w Radomiu i na który się wybrałam, ale nic z tego nie wyszło.
Pomyślałam, że to chyba specjalnie jest mi dana druga szansa na spotkanie z Piaskiem. Jest akurat w tym samym czasie i w tym samym miejscu co ja, tyle kilometrów od domu. Że jak teraz tego nie wykorzystam to już nigdy. Napaliłam się strasznie. W niedzielę cała w nerwach - czy się uda z nim spotkać, czy nie, czy z respiratorem nic się nie stanie, czy wytrzymam tyle czasu na zimnie - pojechałam z rodzicami.
Nie chcieli jechać, nie chciało im się, dlatego tym bardziej jestem im wdzięczna za to, że się zgodzili i za poświęcenie mamy, która musiała się stresować ganiając za mną i robiąc różne rzeczy, które były dla niej zupełnie nowe i niecodzienne :).
Po bojach żeby się dostać na zaplecze sceny wreszcie jeden ochroniarz nas wpuścił, mogła ze mną wejść jedna osoba, więc weszła mama.
Tam miałam oczekiwać na moją gwiazdę. Scenę widziałam doskonale, z odległości jakiś 5 metrów.
Gdy skończył się konkurs i ze sceny zeszli Roman Czejarek i Bogdan Sawicki z Polskiego Radia od razu ruszyłam przed schodki prowadzące na scenę i jedna pani organizatorka i kierowniczka "za kulisy" sama wskazała im mnie. Zapytałyśmy czy możemy prosić o zdjęcie, z entuzjazmem się zgodzili, od razu doskoczyli do mnie.


Pytali skąd jesteśmy, Bogdan pocierał mi ręce z troską czy mi nie zimno. Powiedzieli o której mniej więcej może być Piasek, na stwierdzenie, że jesteśmy ograniczeni baterią respiratora powiedzieli, że możemy się podłączyć tutaj. Roman zapytał czy mamy Rysia, "nie mamy", poleciał migiem do samochodu, przyniósł, Bogdan przechwycił, rozerwał foliową torebkę i położył mi go na kolanach "masz, to dla ciebie".
W taki oto sposób miałam Misia Rysia, - którego ludzie wygrywali w konkursach - za ładne oczy :).


Byłam oczarowana ich postawą, osobowością... Serce mi kipiało z radości i to nie dlatego, że miałam zdjęcie ze sławnymi ludźmi tylko dlatego, że okazali się tak miłymi facetami.
Apogeum szczęścia osiągnęłam kiedy pod tym zdjęciem na moim profilu na FB osobiście jeden i drugi napisali mi komentarze... I to jakie...

Czekałam na moją Gwiazdę.
Przyjechałam na ten koncert właściwie tylko po to żeby spotkać się z Andrzejem Piasecznym.
Było już strasznie zimno, zgrabiały mi dłonie i ledwo byłam w stanie prowadzić wózek. Jakaś dziewczyna podbiegła do mnie i zapytała czy zrobić mi herbatę albo kawę, że to naprawdę żaden problem...
Lubię ludzi. Nareszcie.

Byłam naprawdę zdenerwowana, tak mi zależało na tym żeby spotkać Piaska, wyciągnęłam rodziców, którzy wcale nie mieli ochoty, wszyscy marzliśmy. Nie pamiętam czy kiedykolwiek mi na czymś tak zależało. Cały czas co kilka minut prosiłam Boga "na tyle rzeczy mi pozwalasz, pozwól i na to", "pomóż mi, proszę", "dałeś mi taką chorobę, widzisz, że wkładam w to swój wysiłek, ale wiesz, że sama niewiele mogę. Ty więc musisz mi pomóc".

Piasek zszedł ze sceny i wtedy moja mama podeszła do niego, ale i on i jego ochroniarz powiedzieli "nie teraz" łagodnie, ale stanowczo. Szli szybkim zdecydowanym krokiem.
Wrócił i czekał już z mikrofonem przed schodkami na swoje wejście.
Był skupiony, poprawiał marynarkę, ćwiczył mimikę i nagle odwrócił głowę w moją stronę i się do mnie uśmiechnął.
(byłam metr od niego)
Serce drgnęło, ale bałam się, że na tym się skończy.

Po swoim występie zszedł ze sceny i tak szybko jak za pierwszym razem wbiegł między namioty. Ja już straciłam nadzieję całkowicie, miałam łzy w oczach, wydawało mi się, że to jest mi po prostu pisane, że Piasek - ten który był w moim mieście i wtedy nic się nie udało - jest akurat teraz w tym samym czasie i w tym samym miejscu co ja. Że to jest moja druga szansa.
Ale jak wcześniej zobaczyłam jak Ira po koncercie wybiegła i tyle ją widzieliśmy to byłam przekonana, że tym bardziej tak duża gwiazda zachowa się identycznie.
Chyba pierwszy raz w życiu mimo, że już naprawdę nie wierzyłam to cały czas, nie tyle się modliłam, co mówiłam do Niego.
Piasek znów wleciał na scenę na bis. Miał zejść z niej trzeci, ostatni raz.
Zszedł i tak samo szybkim krokiem schował się w namiotach. Po ptokach.

W tym momencie mama powiedziała "Asia, chodź, wjedź na ten chodnik" (chodniczek z linoleum wyłożony między namiotami, prowadzący na scenę).
Jedna pani też to powiedziała i już leciał ochroniarz żeby mi pomóc wjechać (nie trzeba było).
W momencie gdy wjechałam na niego byłam w takim amoku, że ledwo usłyszałam "o, cześć!"
Podniosłam wzrok, a przede mną z bananem na twarzy stoi Andrzej Piaseczny.
Ja tego nie widziałam, bo byłam całkowicie skołowana, ale z relacji osób trzecich wiem, że Piasek wrócił się centralnie do mnie. Szedł prosto na mnie.
Mama zapytała czy możemy prosić zdjęcie: "OCZYWIŚCIE!", "Tylko jak, nie wiem z której strony będzie najlepiej".
Kucnął przy mnie i CYK.
- "Jeszcze raz zrobimy, dobrze?"
- "Jasne, pewnie!"


Wtedy jeszcze wziął mnie za rękę.
Podziękowałam z entuzjazmem, położył rękę na głowie, życzył zdrówka i MARZENIE ZALICZONE!

Ludzie mi gratulowali, a ja całą drogę powrotną nadawałam i płakałam.



P.S. Następnego dnia wracaliśmy już do domu i na trasie, w zadupiu zwanym WIĄG, jakieś 200km od Mielna (miejsca spotkania Gwiazdy), na stacji ORLEN, zatrzymaliśmy się na siku, a obok nas stał biały Lexus, a w nim Piasek.
Nie fatum?
Lub przeznaczenie, jak kto woli...

3 komentarze:

  1. Kto przebije z Mielna Piaska-nikt :)))
    To nie fatum,bo fatum to coś złego .Tylko fart i wspomnienie tamtych emocji pewnie odżyło na nowo.

    OdpowiedzUsuń
  2. Chciałam Ci tylko powiedzieć że właśnie siedzę w pracy i wpadłam na Twój blog....i kurde siedzę i płaczę ze wzruszenia.
    Nie zmieniaj się bo to że jesteś cudowna masz wypisane na twarzy.Jesteś wzorem do naśladowania dla innych...
    Podziwiam!
    Kasia

    OdpowiedzUsuń
  3. Moja przepowiednia się sprawdziła :D.

    Kasia H.

    OdpowiedzUsuń

Wyraź swoją opinię... jakakolwiek by była ;)

Designed By Blokotek