poniedziałek, 21 maja 2012

Las, melancholia i gniazd(k)a

W dniu wczorajszym także, pojechałam z ośmioosobową grupką do Lasu Kapturskiego w moim mieście, chociaż ciężko to lasem nazwać, bo nawet jakbym bardzo chciała i byłabym bardzo zdolna to nie potrafiłabym się w nim zgubić.
Ale soczysta, majowa, otaczająca mnie zieleń była miłą odmianą od ciągłego widoku blokowiska.
Pierwszy raz od tracheo pojechałam na dłużej w otwartą przestrzeń, bez jakiegokolwiek gniazdka w zasięgu wzroku i nie chodzi mi o ptasie gniazda, bo tego akurat było pod dostatkiem.
Nie żeby gniazdko elektryczne było mi potrzebne do szczęścia, ale do poczucia bezpieczeństwa tak.
Mimo, że miło było poleżeć na trawce to miałam raczej sentymentalny, nie optymistyczny, nastrój i wiem już, że bez SWOJEGO towarzystwa nigdzie się więcej nie ruszę.

 Psychodela w lesie






3 komentarze:

  1. Życzę Ci wielu fantastycznych wypadów.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jesteś niesamowita. Przeczytałam chyba posta po poście a trafiłam tu przypadkiem i zazdroszczę tej radości i chęci życia. Dlaczego ludzie na co dzień tego nie mają, nie doceniają? Jesteś moim wzorem, od dziś! W małym człowiekiem tyle siły. To dar, to są właśnie Twoje mięśnie dające moc, nie zgub ich nigdzie w drodze po jeszcze piękniejsze jutro:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękne zdjęcie, podziwiam Twoją siłę i wole walki. Sam jestem niepełnosprawny lecz nie potrafię walczyć ze swoją chorobą, chciałbym mieć Twoją siłę.

    OdpowiedzUsuń

Wyraź swoją opinię... jakakolwiek by była ;)

Designed By Blokotek